nie miała baba kłopotu

Nie wiadomo co jest lepsze zakochać się i być radosnym, kochać i być nieszczęśliwym, kochać i tęsknić, kochać ze wzajemnością, kochać  platonicznie….kochać i cierpieć…

Zakochałam się,ot tak, samo się stało. Chwilami mam wrażenie,że jestem sama z tym uczuciem. Że tylko ja tęsknie i chciałabym być bliżej. Szukać mam pracy ale powinnam mieć pewność, że Ozawa też tego chce, a mam wrażenie, że jest to mu obojętne. Zapytam się to usłyszę, że wymyślam i szukam dziury w całym, a ja chcę mieć pewność, że moje uczucia są odwzajemnione i nie jestem sama. Chciałabym nie być w tym wszystkim sama lub usłyszeć, że nie ma czegoś takiego jak wspólna przyszłość, że to wszystko są mrzonki, iluzja, że to tylko moja wyobraznia, że możliwa jest tylko przyjazń i nic więcej.

Chciałabym wiedzieć jak to jest.

Już było kiedyś, że nikt o moim istnieniu nie wiedział, wspólnie spędzany czas a w sumie życie oddzielnie. Fakt, że teraz o wiele więcej mnie z nim łączy, ale chce tylko wiedzieć, czy w jego życiu jest miejsce dla mnie, czy to tak dużo? Przecież nie naciskam w żaden sposób, nie pytam się każdego dnia co i jak. Wiem jedno, że nie spotkamy się w tym miesiącu…smuci mnie to, tak samo jak piszę, że tęsknie i nie ma odzewu. Wówczas mam wrażenie, że nie podzielane są moje uczucia.

Nie chce żyć na zasadzie co ma być to będzie. Nie mam 20 lat….

Tyle, bo co tu pisać, to i tak nic nie zmieni. Może powinnam odpuścić, wyluzować, zapomnieć?

Powiedz tylko jedno słowo….

NIe jest fajnie mieć nadzieję na coś co nigdy nie nastąpi.

ciąża

Będzie pomieszane, bo taki mam bajzel w głowie.

Tata w szpitalu, a ja dostawałam w głowę, picie nic nie dawało, zresztą ile można pić skoro ma się świadomość, że następnego dnia wsiada się za kółko. W

Wszędzie paliłam światła i bokiem przemykałam do pokoju byle nie patrzeć na drzwi do sypialni. Tabletki na sen pomagały….wszystko na krótką metę. Wrócił tatka i jest dużo lepiej, aczkolwiek pewnych rzeczy nie potrafię dotknąć, uciekam od nich wzrokiem.

Parę dni temu zrobiło mi się bardzo przykro, zabolało serce jak usłyszałam, że dobrze, że nie masz dzieci. Mówić to kobiecie, która nie może ich mieć to cios poniżej pasa i biorąc jeszcze pod uwagę slowa, które ciągle mam w pamięci, że kochać się tak bym bym była w ciązy jest kuszące. Owszem , było kuszące i mam wrażenie,że w pewien sposób dałam się nabrać, uwierzyłam, że ,mogę być mamą, mieć dziecko z facetem, który naprawdę mnie kocha…..Jednak po jakimś czasie usłyszałam,że to już nie ten wiek i że jak chcę mieć bardzo dziecko, to mam sobie kogoś innego poszukać. Ja się pytam jak poszukać jak kocham…

Ozawa w sumie był pierwszym i ostatnim mężczyzną, który powiedział, że chciałby mieć ze mną dziecko….i to nie kwestia tego, że ze mną jest jak jest. Do tej pory nie chciałam, bo nie czułam tego czegoś, instynktu, tego, że naprawdę bym chciała i jak uwierzyłam, że jednak mogłabym wyszło jak wyszło.

Kilka dni temu eks pytał się co u mnie i nagle coś gadka o dzieciach. Ja łzy w oczach, cisza….nagle słyszę halo, halo, jesteś? Na co ja owszem, że chcieć a móc i nagle mówi ” byłabyś dobrą mamą”. Popłakałam się. Nie będę….Nawet jak to on powiedział i kiedyś była przyjaciółka ,bądz egoistką i miej dziecko dla siebie, bez faceta dasz sobie radę. Dla mnie to chore, jestem zdania, że dziecko powinno mieć oboje rodziców, no ale w końcu co ja tam wiem, jak to powiedziała kiedyś mama dwójki dzieci, co „ty wiesz o wychowaniu dzieci”. NIe wiem, nie będę wiedzieć. Nie poczuję tego bicia serca, tego jak brzuch rośnie…..

Dziś usłyszałam ” powiększa nam się rodzina”. Dobrze, że siedziałam, bo spadłabym z krzesła. Dziecko będzie miała osoba, która nazywała je bachorami ….Jak się poczułam? smutno, przykro mi się zrobiło.

Ja nie mam nic. Faceta, który powie, że tęskni, kocha, nie może doczekać się spotkania…../chyba, że tak jest,ale tego nie mówi….nie wiem, nie siedzę w jego głowie….to,że mi zależy to jeszcze o niczym nie świadczy. Nie pyta się co z moim urlopem, nawet jak będę się starać to raczej nie powiem, bo to chyba bardziej ja chcę TAM być aniżeli on mnie tam widzieć. Nie mówi tego, ale może tak myśli? Może nie pasuję do jego świata gdzie są dzieci, rodzice, praca, pasja…..Może nie ma w nim miejsca dla mnie? Tylko,że w naszym wieku nie powinno się owijać w bawełnę tylko mówić wprost.

Dzisiaj jest, jutra może nie być…..

Chyba jestem zazdrosna o jej ciążę, o to, że ma męża, będzie miała dziecko….NIe cieszy mnie fakt bycia ciocią.  Będzie rodzic w styczniu, już mi się słabo robi.

Nawet nie mam z kim o tym mówić, o tym co siedzi w mojej głowie, że boje się czasem dni….że czasem wolałabym się nie obudzić, komu mam to mówić? Klepię w klawiaturę, bo to daje mi chwilę ukojenia.

Ciągle coś….

Jasna cholera, czasem mam ochotę paść, ryczeć, krzyczeć…. nie być Zosią samosią i oprzeć się na czyimś ramieniu, usłyszeć będzie dobrze…ale niestety jest jak jest.
Muszę sama bujać się z kranem, bo osoba na której myślałam, że można liczyć odparła „zobaczymy”, eks, który się na tym zna nawet nie wpadnie na pomysł by przysłać pracownika….kolegi z pracy nie mam już chęci prosić aby znowu przyjeżdźał i próbował przepchać rurkę….
Sama muszę jechać na przegląd, iść do apteki po proszki czy zrobić sobie herbatę….żeby było mało znowu z kotem coś się dzieje…..jutro dopiero wet.
Nie ogarniam tego wszystkiego chwilami i niech nikt nie pisze i mówi, że inni mają większe problemy bo ja to wiem, ale to są moje problemy, głupie dla kogoś, ale dla mnie istotne.
Nie umiem patrzeć jak zwierze się męczy i ciężko mi wyobrazić sobie, że może jego nie być….i to nie tylko jego….moich bliskich….

Dzień Kobiet-zmieniło wszystko…

Cisza, telefon milczy, wyglądam przez okno…ale co tam w porównaniu do diagnozy – nowotwór macicy, niezłośliwy, trzeba obserwować…A kilka dni temu miałam telefon z firmy ubezpieczeniowej czy nie chciałabym podpisać polisy dotyczącej chorób kobiecych.

Nie mam siły płakać…nie mam na nic siły, jakoś żyć mi się nie chce…nawet nie martwi mnie to, że auto strzeliło focha.

Nie życzę nikomu takiego dnia kobiet….czas na sen….dobrze, że ktoś wymyślił tabletki na spanie…

Od dziś nic nie będzie już takie jak było.

O jedno słowo za dużo…

Gdzie ja ma czasem mam głowę, jakaś masakra.

Wczorajszy dzień wesoły, radosny mimo, że zmarzłam i przeziębiłam się (w gardle drapie, temperatura – teraz cierpię, ale cóż), ale za to byłam geodetą w super tandemie :), przepyszna pizza i fajny wieczór i czas do godziny 15tej do chwili jak powiedziałam, że jak chcesz spać to możesz u siebie…Szybko pożałowałam tych słów. Zerwałeś się jakbyś siedział na szpilce…Przeprosiłam,ale co z tego. Nie było sensu tłumaczyć, że jestem zła bo nie mogę zrzucić smsów do kompa, że szarlotka nie wyszła, że nie miałam siły zrobić na śniadanie czegoś innego niż zwykłe kanapki (powód kiepsko się czułam) że foty z pracy nie chcą wysłać się na serwer, że boli mnie gardło i źle się czuję, że miałam nadzieję, że zrobi obiad….że boję się, że odzyskanie długo nie będzie takie łatwe, że niespodzianka którą zaplanowałam nie wypali bo jakiś pajac nie odpisuje w pewnej sprawie, że dziwnie mi będzie zawozić pismo do sądu,ale zrobię tak jak obiecałam. JAKOŚ WSZYSTKO POD GÓRKĘ. Naprawdę nie chciała tak powiedzieć i tak nie myślałam….chciałam byś położył się w łóżku wcześniej,ale nie chciałeś. Ja może za dużo chce, za dużo myślę? Może faktycznie brak mi piątej klepki?

Słońce – przepraszam !!!! spaprałam Tobie popołudnie, ale może nie myślisz o tym tak jak ja teraz….masz się czym zająć, przygotować do wyjazdu.

prawda boli

Tak jak w tytule, prawda boli i to podwójnie jeśli słyszysz je od bliskiej osoby. Cieszy mnie, że pewne słowa w moim kierunku padają i jak słyszę przestań wariować…zapala mi się czerwona lampka, podobnie jak „gdybym nie był zmęczony to bym ubrał się i wyszedł”. Już jeden był co wychodził bez mówienia, ale to już przeszłość i powody były zupełnie inne. Przeraziły mnie te słowa…. Przeszłości już nie ma, jest tylko dziś i przyszłość, nasza mam nadzieję przyszłość.

To, że się boję chyba jest normalne…tylko czasem przez to świrowanie odbija mi, a to dobre nie jest i może wyrządzić więcej złego niż dobrego.

Sama siebie zaskoczyłam faktem zakochania się…a może tak mi się wydaje ? Hm….ale wówczas nie byłoby tego dziwnego ucisku w brzuchu, motylków jak ktoś to kiedyś nazwał.

Czekam na jutro :), ciekawe czy TY też…