daj mi dwa dni….

No i stało się. Byłam, widziałam, wróciłam, ale niestety nie pełna nadziei tylko smutna.

Na czym stanęło ? Na niczym…Miałam zupełnie inne wyobrażenia, widać każde z nas ma inne plany, nie są one wspólne tylko rozmijają się, a ponoć szkoda życia na ociąganie się.

Będzie trudno to wiem.

Do tej mam wrażenie, że chyba nie wiedział jak to powiedzieć, ale nie wiem czemu nie chciał iść na fontanny, czemu nie chciał bym zostawiła rzeczy do następnego razu (dla mnie bez sensu za każdym razem wozić pewne rzeczy, niby nie ciężkie ale miejsce zajmują).

Myślałam, że jednak lubi mnie bardziej niż lubi się przyjaciół…rok temu tak było,ale dziś jest inny czas, inny rok…

Proponowałam przyjazd na jeden dzień,ale tematu nie podchwycił, mówiłam, że 24 mogę przyjechać na dwa dni, po czym okazuje się, że ma imprezę. Ja się pytam – gdzie w tym wszystkim jestem ja?

Każdy z nas ma rodziców…ale być ciągle im podporządkowanym i bać się powiedzieć, że ma się kogoś to chyba jest coś nie tak.

To ja ryzykowałabym i chciałam podjąć to ryzyka, ale sama nie mogę chcieć. W pojedynkę nic się nie zwojuje.

Chciał dwa dni…Minęły i finał jaki? Brak.

Byłam naiwna, ślepo wierzyłam w coś co od samego początku było skazane na fiasko? Moje wyobrażenia były mylne, żle rozumiałam to co mówił i pisał? A może jest tu drugie dno i jednak jest ktoś inny, tylko komuś brakuje odwagi by to powiedzieć?

Nie raz, nie dwa mówiłam aby był względem mnie szczery….

Co ze mną jest nie tak? Myślałam, że będą jakieś wspólne wakacje, coś razem, ale widać to jak chciała i sama w tym byłam. To co było mówione to były tylko słowa bez pokrycia, na które nabrałam się kolejny raz, ale tym razem myślałam, że facet, który dostał tak po tyłku będzie rzeczowy, konkretny i będzie wiedział co chce, ale okazało się, że chce ale boi się podjąć jakieś ryzyko. Smutne, ale prawdziwe.

Nie mam siły czekać, bo raczej nie ma na co, brak rozmowy, jasnych informacji…

Boli…

wpis

Tyle czekania na spotkanie i znowu krótko, ale powód był, że tak mało czasu byliśmy razem.

Prócz tego, że było miło było też smutno i trochę przykro kiedy zadzwoniła mama i padła informacja, że sprzątam i będę pózno. Poczułam się jak obca osoba, jakiś balast, potrzebna nie wiadomo do czego. Mało miło było również wówczas jak powiedział, że w niedzielę jedzie do syna na obiad. Nie jedna osoba pomyślałaby, że skoro już jestem i ma wolną niedzielę to powinien ją ze mną spędzić, ale cóż, są sprawy ważne i ważniejsze. Finał taki, że na obiad nie pojechał.

Padły też słowa, że mam sobie poszukać osobę, która będzie bliżej mnie. Ja nadal nie chcę.

Znowu mętlik w głowie. Minęło już trochę czasu odkąd się znamy, ale ciągle stoimi w miejscu, przynajmniej ja mam takie wrażenie, może jest ono jednostronne,. Może żyję w świecie marzeń, które nigdy się nie spełnią.

Nie rozumiem dlaczego dojrzały facet nie może powiedzieć matce, że ma kogoś. Rozumiem, że matka może mieć dość poprzednich kobiet,ale przecież nie każda z nas jest taka sama.

Obiecałam sobie, że kolejne urodziny spędzę z ukochaną osobą, ale już dziś wiem, że tak nie będzie. Po drugie mnie się już tylko bardzo lubi, a wcześniej padały inne słowa.

Nie mam siły aby to ogarnąć.

Może za bardzo mi zależy, może chcę tego co nie jest możliwe? Może nigdy nie będziemy parą? Same znaki zapytania :(

smutek….

NIe ma Ciebie….czuję pustkę mimo, że jest zastępstwo.

Nadal mam żal do siebie, że to moja wina, że mogłam temu zapobiec….I ciągle słyszę słowa Ozawy- mówiłem byś nie jechała.

Obwiniam się i będzie to trwać na pewno jakiś czas, ale życie toczy się dalej jak to mówią niektórzy…

Jutro z kolei 5ty, przeklęty 5ty, tak samo jak luty, 13ty…..

Boli, ciągle boli i boleć będzie.

Nic nie będzie już takie jak było.

nie miała baba kłopotu

Nie wiadomo co jest lepsze zakochać się i być radosnym, kochać i być nieszczęśliwym, kochać i tęsknić, kochać ze wzajemnością, kochać  platonicznie….kochać i cierpieć…

Zakochałam się,ot tak, samo się stało. Chwilami mam wrażenie,że jestem sama z tym uczuciem. Że tylko ja tęsknie i chciałabym być bliżej. Szukać mam pracy ale powinnam mieć pewność, że Ozawa też tego chce, a mam wrażenie, że jest to mu obojętne. Zapytam się to usłyszę, że wymyślam i szukam dziury w całym, a ja chcę mieć pewność, że moje uczucia są odwzajemnione i nie jestem sama. Chciałabym nie być w tym wszystkim sama lub usłyszeć, że nie ma czegoś takiego jak wspólna przyszłość, że to wszystko są mrzonki, iluzja, że to tylko moja wyobraznia, że możliwa jest tylko przyjazń i nic więcej.

Chciałabym wiedzieć jak to jest.

Już było kiedyś, że nikt o moim istnieniu nie wiedział, wspólnie spędzany czas a w sumie życie oddzielnie. Fakt, że teraz o wiele więcej mnie z nim łączy, ale chce tylko wiedzieć, czy w jego życiu jest miejsce dla mnie, czy to tak dużo? Przecież nie naciskam w żaden sposób, nie pytam się każdego dnia co i jak. Wiem jedno, że nie spotkamy się w tym miesiącu…smuci mnie to, tak samo jak piszę, że tęsknie i nie ma odzewu. Wówczas mam wrażenie, że nie podzielane są moje uczucia.

Nie chce żyć na zasadzie co ma być to będzie. Nie mam 20 lat….

Tyle, bo co tu pisać, to i tak nic nie zmieni. Może powinnam odpuścić, wyluzować, zapomnieć?

Powiedz tylko jedno słowo….

NIe jest fajnie mieć nadzieję na coś co nigdy nie nastąpi.

ciąża

Będzie pomieszane, bo taki mam bajzel w głowie.

Tata w szpitalu, a ja dostawałam w głowę, picie nic nie dawało, zresztą ile można pić skoro ma się świadomość, że następnego dnia wsiada się za kółko. W

Wszędzie paliłam światła i bokiem przemykałam do pokoju byle nie patrzeć na drzwi do sypialni. Tabletki na sen pomagały….wszystko na krótką metę. Wrócił tatka i jest dużo lepiej, aczkolwiek pewnych rzeczy nie potrafię dotknąć, uciekam od nich wzrokiem.

Parę dni temu zrobiło mi się bardzo przykro, zabolało serce jak usłyszałam, że dobrze, że nie masz dzieci. Mówić to kobiecie, która nie może ich mieć to cios poniżej pasa i biorąc jeszcze pod uwagę slowa, które ciągle mam w pamięci, że kochać się tak bym bym była w ciązy jest kuszące. Owszem , było kuszące i mam wrażenie,że w pewien sposób dałam się nabrać, uwierzyłam, że ,mogę być mamą, mieć dziecko z facetem, który naprawdę mnie kocha…..Jednak po jakimś czasie usłyszałam,że to już nie ten wiek i że jak chcę mieć bardzo dziecko, to mam sobie kogoś innego poszukać. Ja się pytam jak poszukać jak kocham…

Ozawa w sumie był pierwszym i ostatnim mężczyzną, który powiedział, że chciałby mieć ze mną dziecko….i to nie kwestia tego, że ze mną jest jak jest. Do tej pory nie chciałam, bo nie czułam tego czegoś, instynktu, tego, że naprawdę bym chciała i jak uwierzyłam, że jednak mogłabym wyszło jak wyszło.

Kilka dni temu eks pytał się co u mnie i nagle coś gadka o dzieciach. Ja łzy w oczach, cisza….nagle słyszę halo, halo, jesteś? Na co ja owszem, że chcieć a móc i nagle mówi ” byłabyś dobrą mamą”. Popłakałam się. Nie będę….Nawet jak to on powiedział i kiedyś była przyjaciółka ,bądz egoistką i miej dziecko dla siebie, bez faceta dasz sobie radę. Dla mnie to chore, jestem zdania, że dziecko powinno mieć oboje rodziców, no ale w końcu co ja tam wiem, jak to powiedziała kiedyś mama dwójki dzieci, co „ty wiesz o wychowaniu dzieci”. NIe wiem, nie będę wiedzieć. Nie poczuję tego bicia serca, tego jak brzuch rośnie…..

Dziś usłyszałam ” powiększa nam się rodzina”. Dobrze, że siedziałam, bo spadłabym z krzesła. Dziecko będzie miała osoba, która nazywała je bachorami ….Jak się poczułam? smutno, przykro mi się zrobiło.

Ja nie mam nic. Faceta, który powie, że tęskni, kocha, nie może doczekać się spotkania…../chyba, że tak jest,ale tego nie mówi….nie wiem, nie siedzę w jego głowie….to,że mi zależy to jeszcze o niczym nie świadczy. Nie pyta się co z moim urlopem, nawet jak będę się starać to raczej nie powiem, bo to chyba bardziej ja chcę TAM być aniżeli on mnie tam widzieć. Nie mówi tego, ale może tak myśli? Może nie pasuję do jego świata gdzie są dzieci, rodzice, praca, pasja…..Może nie ma w nim miejsca dla mnie? Tylko,że w naszym wieku nie powinno się owijać w bawełnę tylko mówić wprost.

Dzisiaj jest, jutra może nie być…..

Chyba jestem zazdrosna o jej ciążę, o to, że ma męża, będzie miała dziecko….NIe cieszy mnie fakt bycia ciocią.  Będzie rodzic w styczniu, już mi się słabo robi.

Nawet nie mam z kim o tym mówić, o tym co siedzi w mojej głowie, że boje się czasem dni….że czasem wolałabym się nie obudzić, komu mam to mówić? Klepię w klawiaturę, bo to daje mi chwilę ukojenia.

lekarz

Smutno mi jak cholera. Dzisiaj zmarła mama mojej internetowej siostry. Łączę się z nią bólem. Miałam dzisiaj do niej dzwonić i podziękować za to, że mogłabym u niej przenocować i że jeśli nie zmieni zdania to może przyjadę w weekend majowy, bo wyjazd do faceta nie jest możliwy. Nagle taka wiadomość…Przykre. Życie jest takie krótkie, dlatego wychodzę z założenia, że nie ma co czekać na cuda, tylko jeśli ludzie się kochają powinni spróbować być razem, ale jak to bywa, chyba jestem w tym osamotniona i może chcę za dużo….Pewnych spraw nie da omówić się przez telefon, a na w czasie spotkań brakuje zawsze czasu, dlatego dzisiaj zrobiłam to co zrobiłam.

Ciekawe jaka będzie reakcja, coś czuję jednak, że nie taka jakiej bym chciała.

Nie poradzę nic na to, że jak sobie coś zaplanuję w głowie to chciałabym aby tak było, ale nic za wszelką cenę, bo nie tędy droga. Po drugie różne decyzje należy podejmować razem.

Mój pomysł w formie niespodzianki nie wypalił, ale chciałabym zobaczyć minę Ozawy ;).

Gapię się w tv, mam mętlik w głowie, czuję pustkę jak jasna cholera i na dodatek rozgrzewam się pędami sosny. i ciągle po głowie chodzą mi słowa, że we wszystkim widzę problem. Zabolało to, nie powiem.

Chwilami nie daję rady, czuję niemoc i najgorsze, że jestem w tym sama. Wyć mi się chce czasami. Może faktycznie rozmowa z specjalistą by mi pomogła, chociaż raczej wydaje mi się, że zdecydowanie lepsze byłoby coś innego.

urodziny :(

Urodziny powinny być pełne radości a u mnie jakie? przepełnione smutkiem, żalem i samotnością. Zrobiony reset, wypite wina….poryczenie sobie, poużalanie się nad sobą, ale finał taki, że facet, który dla mnie zaczął wiele znaczyć napisał pa bo wymyślił sobie nie wiadomo jaką historią. Chiński telefon szlag trafił, wieszał się wieszał, aż nagle padł, raz po raz działa,ale dalej się wiesza, więc powrót do starocia, który okazało się, że ma baterię dziadoską i co chwila musi być podłączony do prądu. Tak się stało, że rozładował się nawet nie wiem kiedy….

Mówiłam, że może wyłącze telefon (chce być wówczas sama), robię tak często w urodziny, by nikt do mnie nie dzwonił, nie składał życzeń odnośnie zdrowia i miłości. Życzenie komuś kto jest sam miłości jest mało przyjemne w szczególności od osób, które są z kimś. Czasem gdyby nie to, że mam rodziców to kto wie…nie jestem dla nikogo więcej ważna…

Pojawiłeś się w moim życiu i zacząłeś układać je w jakimś tam sposób. Każda minuta z Tobą była cenna i teraz to że telefon był wyłączony przekreślasz wszystko? Nie ma tu logiki…Gdyby nie to, że jutro mam zastępstwo, chyba, że je odwołam o ile się da, bo duże braki kadrowe to bym pojechała do Ciebie…

Długo nie wypije wina, na dodatek dopadł mnie rozstrój żołądka. Po wlaniu w siebie procentów padłam jak betka, gdyby nie budzik to pewnie dalej bym spała. Dzwonię do Ciebie, ale odrzucasz połączenie…Tak cholernie boli, że znowu ryczę, tyle, że to nic nie da.

Byłam głupia myśląc, że może coś z tego będzie? Tak pragnęłam każdego spotkania, że teraz co mi przyszło? wspominać? nie chcę…chce znowu być obok Ciebie, a teraz to przede wszystkim chce Ciebie usłyszeć, jedyne czego teraz pragnę to byś odebrał ten cholerny telefon. Ozawa proszę Cię…za dużo dla mnie znaczysz bym miała odpuścić…

Jestem cała czerwona, spuchnięta od płaczu, zimno mi, mam dreszcze, żołądek mam ściśnięty …pewnie złapie mnie przeziębienie, ale trudno.

Chyba nie jest mi pisane być z kimś, słyszeć :dobrze, że jesteś, chciałbym robić to i owo….Czarne chmury nad moim życiem nadal wiszą, a ja ryczę i nie widzę w niczym sensu. Uciekłabym stąd, daleko…najchętniej do Ciebie, ale mnie nie chcesz, wyrzuciłeś mnie ze swojej głowy…nie zasługuje na Ciebie…a ja poważnie myślałam o tym by się stąd wynieść. Chciałam oszaleć…

szpital, wiara, nadzieja, smutek – życiowy pieprznik

Trochę się działo i nie wiadomo od czego zacząć, ale ma być kompaktowo i chyba będzie, bo z tym to czasem ciężko.

        Termin operacji wyznaczono na maj i nagle telefon „proszę przyjść w środę przed 12tą”. Byłam w szoku, duuuuuuuuuużym w szoku. Następnego dnia pojechałam dopytać się o szczegóły, telefon nie był żartem. W głowie kołowrotek, sto myśli na minutę, dzwonić do rodziców, powiadamiać? po rozmowie z koleżanką zadzwoniłam. Mama przyjechała.

       W między czasie napisał do mnie Ozawa, gadki, szmatki o autach, spotach….Finał rozmów? Przyjechał do mnie do szpitala po operacji, co prawda nie do końca tylko do mnie, bo tego dnia również miał sprawę w Wawie, ale mimo to 300 km pokonał. Dla mnie to było dziwne spotkanie. Nigdy wcześniej faceta nie widziałam, nie rozmawiałam telefonicznie, a tu przyjeżdża do mnie, ogląda mnie zmasakrowaną, z opatrunkiem, ledwo mówiącą, ale jest i wspiera….Wspiera pisząc każdego dnia co podnosi mnie na duchu.

     SMS wysłany w dniu operacji do faceta, który sprawił, że uwierzyłam w szczęście okazał się fiaskiem. Czekałam na zwrotną odpowiedź, że będzie wszystko dobrze. Nic z tego….czekałam. Jadąc na blok operacyjny powiedziałam sobie, widać mu na mnie nie zależy, jeśli obudzę się chcę by moje życie było inne, aby zagościł w nim ktoś komu będzie na mnie zależeć, będzie mnie wspierać i w taki chwilach jak ta trzymać za rękę.

  Stan zdrowia? coś jest nie tak jak być powinno. W niedzielę zadzwonił telefon, trudno powiedzieć czy się ucieszyłam. Rozmowa owszem była miła, ale brakowało w nich słów wsparcia, że będzie dobrze. Nie omieszkałam powiedzieć, że czekałam na SMSa, dobre słowo. Padło lakoniczne – „tak, wiem”. Dla mnie to zdecydowanie za mało. Ja jeździłam do szpitala, trzymałam za rękę, byłam….Rozumiem, że nie był obecny z Wawie, ale wystarczyły telefon, SMS, zabrakło tego. Co tu dużo nie mówić, boli jak cholera. Wczoraj info na gg, ale brak zapytania o stan zdrowia; znowu poczułam ukłucie smutku….

  Dzisiaj rano chwilę popisaliśmy na GG. Musiałam – nawet się nie zapytasz jak sie czuję. Odzew był taki: po opisie wnioskuję że nie najlepiej
nie pytam o rzeczy oczywiste
nie wiem czy pamiętasz ale spędziłem troche czasu w szpitalu
i wiem jak się czuje człowiek po pobycie w placówce opieki zdrowotnej.

Takie słowa bolą tym bardziej, że znaliśmy się nie miesiąc, rok tylko dłużej, mieliśmy plany, które co prawda szlag trafił ale były.

    Okazało się, że bardziej mogę liczyć na wsparcie osób, których prawie nie znam niż na ludzi z którymi mam kontakt od lat.

     Od operacji wiele się zmieniło. Facet który dla mnie się liczył stał się nagle dla mnie obcy, a jeszcze niedawno myślałam, że jestem z nim w ciąży (dzień płodny, zero zabezpieczenia).

    Co będzie? To się okaże….wiem na pewno, że Owawa stanie się przyjacielem, skoro do dzisiaj pisze to jest dobrze…Gdybyś to kiedyś czytał, bardzo dziękuję za wsparcie i podtrzymanie na duchu w trakcie pobytu w szpitalu.

?

Był przed Bożym Ciałem. Po śpiwór. Nie byłabym sobą gdybym nie powiedziała, że powinna mieć swój śpiwór.

Wbrew temu co może się wydawać było miło. Skończyło się nie tak jak powinno, ale co tu dużo mówić oboje tego bardzo chcieliśmy. Po wyjściu długo dochodziłam do siebie, ale uznałam, że tak miało być. Żeby było mało to przyszedł z kwiatkiem na imieniny. Zapytałam się, że miło, ale po co mi on skoro nie jesteśmy razem. Na do widzenia usłyszałam, że mam go podlewać…..Phi….jakbym nie dbała o kwiaty. Ale co tu dużo mówić o ten będę dbać razy dwa :)

Nie postawiłam sobie za priorytet aby o nim nie myśleć, bo się nie da jak ktoś był, jak każdego wieczora przed snem rozmawiało się, jak się radziło i opowiadało co stało się danego dnia.

Oddając śpiwór do środka włożyłam kopertę, którą miałam mu dać jak w lutym był w szpitalu, ale że go nie odwiedziłam koperta leżała. W niej był krótki list o tym jak mi na nim zależy, że jest dla mnie ważny i załączony klucz i adnotacja, że ma coś z nim zrobić i przemyśleć sprawę. Załączona była mała myszka z czerwonym serduszkiem.

Jeszcze tego samego dnia napisałam, że w śpiworze coś jest i że nie chciałabym aby wpadło to w niepowołane ręce.

Życie znów zaczęło toczyć się na nowo, ale ja raz po raz myślami byłam przy nim, zasypiając myślałam jak minął jemu dzień, jak się czuje. Nie zastanawiałam się czy on również o mnie myśli….

W sobotę wybrałam się z koleżanką i jej znajomymi na wianki. Gdyby nie cholerny ból głowy i wypite piwo pewnie pojechałabym na SOR. Cała noc i następny dzień były koszmarem. Zgodnie z ustaleniem pojechałam do Ziemniaka. Już miałam od niego wychodzić i nagle dostałam od niego smsa…..Zmroziło mnie. Przeczytałam jego raz nie rozumiejąc zupełnie treści, po chwili na głos. Kolega zobaczył, że coś ze mną dzieje się dziwnego, a ja się popłakałam. W smsie pisał ” siedzę w samochodzie trzymam klucz i czytam karteczkę drugi raz i zastanawiam się co mam zrobić, jedno zdanie i ostatnie spotkanie sprawia ze…..”Nie rozumiałam nadal tego co czytam. Musiałam wyraz po wyrazie przeanalizować ocierjąc łzy. Kolega powiedział, że pierwszy raz widzi kogoś kto jest tak zaangażowany i odparł, że jest w szoku co ten facet ze mną zrobił. Wyszłam od niego zbierając myśli. Po 10 minutach dostałam kolejnego smsa „mam ochotę…”

Jechałam do domu w tempie żłówia nie mogąc pozbierać myśli, łzy dalej spływały mi po policzku. W garażu kolejny raz czytałam smsa aż w końcu odpisałam na niego. Do mieszkania dotarłam o miękkich kolanach i zaczęłam nie rozbierając się robić kanapki do pracy. Tak jak zawsze zamykam drzwi, rozbieram się tak tego tym razem nie zrobiłam. Za jakiś czas, mam wrażenie że byłam to chwila drzwi się otworzyły jak w amerykańskim serialu i wszedł ON. Podeszłam do niego z pytaniem czy chce pasztet, który właśnie pokroiłam. Odparł „teraz?” i nagle nasze usta spotkały się razem. Znów byliśmy jednością i spędziliśmy miłe chwile, które niestety musiały dobiec końca. Usłyszałam, że wyjeżdża z Polski, dla mnie ucieka przed tym co mogło być….ale nie zatrzymam mimo, że bardzo bym chciała. Zapytał się co z kluczem. Powiedziałam, że nie wiem. Odrzekł, że jak wyjadę do może przychodzić o podlewać kwiaty, ale potem to nie wie, jak wyjedzie.

Od tego spotkania minął tydzień. Nie umiem znów znaleźć sobie miejsca. Poszłam na basen, wygrzałam tyłek w saunie, ale nawet tam moje myśli były przy nim, co robi, jak się czuje, czy może myśl i o mnie. Zaczęłam odkurzać mimo, że czysto, spakowałam się mimo,że mam na to jeszcze cały tydzień, za chwile będę prasować…..Raz po raz zerkam na telefon, ale wiem, że nie napisze….

Znów napisałam do niego list. Na półce leża rzeczy których nie zabrał.

Za miesiąc byłaby 3 rocznica znajomości.

O jedno słowo za dużo…

Gdzie ja ma czasem mam głowę, jakaś masakra.

Wczorajszy dzień wesoły, radosny mimo, że zmarzłam i przeziębiłam się (w gardle drapie, temperatura – teraz cierpię, ale cóż), ale za to byłam geodetą w super tandemie :), przepyszna pizza i fajny wieczór i czas do godziny 15tej do chwili jak powiedziałam, że jak chcesz spać to możesz u siebie…Szybko pożałowałam tych słów. Zerwałeś się jakbyś siedział na szpilce…Przeprosiłam,ale co z tego. Nie było sensu tłumaczyć, że jestem zła bo nie mogę zrzucić smsów do kompa, że szarlotka nie wyszła, że nie miałam siły zrobić na śniadanie czegoś innego niż zwykłe kanapki (powód kiepsko się czułam) że foty z pracy nie chcą wysłać się na serwer, że boli mnie gardło i źle się czuję, że miałam nadzieję, że zrobi obiad….że boję się, że odzyskanie długo nie będzie takie łatwe, że niespodzianka którą zaplanowałam nie wypali bo jakiś pajac nie odpisuje w pewnej sprawie, że dziwnie mi będzie zawozić pismo do sądu,ale zrobię tak jak obiecałam. JAKOŚ WSZYSTKO POD GÓRKĘ. Naprawdę nie chciała tak powiedzieć i tak nie myślałam….chciałam byś położył się w łóżku wcześniej,ale nie chciałeś. Ja może za dużo chce, za dużo myślę? Może faktycznie brak mi piątej klepki?

Słońce – przepraszam !!!! spaprałam Tobie popołudnie, ale może nie myślisz o tym tak jak ja teraz….masz się czym zająć, przygotować do wyjazdu.