Stało się….

Nigdy nie brałam narkotyków,ale tego dnia byłam potwornie pobudzona. Nie mogłam usiedzieć, czas stał w miejscu, robiłam wszystko i nic, byłam poddenerwowana i zła, że wizyta na myjni trwa i trwa a mnie tam nie ma.

I nagle stało się. Jestem i pierwsze co widzę, ona ….czysta niczym łza. Rozglądam się nerwowo i widzę Go, ale jeszcze chwila, bo musimy zrobić kółko. Serce bije mi szybko, myśli przelatują przez głowę, jak to się przywitać i nagle cmok cmok….

Buzia Ci się nie zamyka, gadasz jak najęty, ja przewracam oczami i w duchu myślę, kończ !!! A tu nagle pada; Pekin….wrrrr, tylko nie to, będzie to trwać i trwać, a miało być chwile. Żegnam się i mam wrażenie, że to już, ale gdzie tam…..No i w końcu. TY i ja. Ja i TY. Czuję się dziwnie, jestem podniecona, zdenerwowana, chyba gadam jak najęta i nagle trach….skleroza, nie ma wina, nie ma tego kawała materiału…..Jestem zła, ale trudno, ważne, że jest….

Jak było? A jak mogło być….Az teraz mam gęsią skórkę…..Mało mi, mało mi i jeszcze raz mało miiiiiiiiiiiiiiii.

I to pożegnanie….usłyszał, nie to co powiedziałam, ale powiedział to na co warto było czekać kilka lat.

Wpadłam na dobre….:)

Znowu pustka. Krzesło stoi tak jak pozostawił, kubek po kawie jeszcze nie umyty.

powody do mruczenia…

       Uwielbiam takie niespodzianki i szaleństwa.Cudowne jest uczucie wiedząc, że spotka się osobę, która równie mocno chce tego spotkania. Pomysł spotkania się na zamku rewelacyjny. W życiu nie zapomnę naszego „zwiedzania” ;), dobrze, że udało się zrobić jedną fotkę :)

         Dzień był szalony, zapieprz w pracy, upał. Wszystko było dziadowskie do chwili jak wróciłam do domu.  Potem radość, pośpiech, zerkanie na zegarek w oczekiwaniu na telefon i nagle info „jadę”. Byłam w 7 niebie.

         Jazda na zamek hm…mordęga, upał, zero klimy, wiatru….cholerny skwar, ale świadomość, że zobaczy się oczy mężczyzny, który chce sprawić by życie nabrało barw jest bezcenne. Powtórzyłabym to jeszcze raz, bez zastanowienia, bo wiem jedno, warto.

„Kiedy tylko spojrzę.
W Twych oczach jest to
Wszystko czego szukam..”

              Wspólna jazda, rozmowa, trzymanie mnie za kolano, kolacja, to jak mieszałeś jedzenie na patelni (tak jakbyś tutaj był od zawsze), przytulanie, rozmowa, znowu przytulanie i cieszenie się swoją obecnością i nie tylko to….

To, że kiedyś pisałam, że z kimś było mi dobrze to wspomnienie zamknięte w zakamarkach mojej głowy, Liczy się to co teraz, a Twój dotyk jest najlepszy ze wszystkich. Sprawiasz tyle radości, przyjemności, że cytujące Twoje słowa „Szkoda, że dopiero teraz się poznaliśmy”.  Owszem, szkoda, że dopiero teraz, ale nie byłbyś ojcem chociażby….więc nie ma co tu gdybać tylko cieszyć się tym, że poznaliśmy się teraz jak kończę staż i jestem wolna. Mam tam jakiś pomysł w głowie, ale boję się marzyć…nie chce się potem rozczarować…bo sam wiesz, że to boli….rozbudzić zmysły, a potem klapa….

Zmysły moje są tak rozbudzone, że sama jestem w szoku. Nie będę wiele pisać, bo wolę powiedzieć to osobiście a najchętniej w 4 oczy i już kombinuję jak tutaj się spotkać…

Ciekawe co by było gdybym…

radość z życia…gdy z niecierpliwością czekam na kolejne spotkanie..

owszem, czekam, ale teraz to na jakiś znak od mojego Słońca. Załatwiłam to co miałam, wysłałam PIT i nie zdążyłam odebrać od Ciebie telefonu i a potem Ty nie odbierałeś. Dlaczego? Przeprosiłam, wiem, że słowa to za mało, ale przecież nic nie zmienię.Chyba bez sensu żegnać się po czymś takim…chcemy domu naszego i nie tylko.

Czekam aż się odezwiesz, patrzenie na telefon wykańcza mnie. Kupiłam Ci coś…leży na Twojej półce…nie umiem nie myśleć o Tobie, jesteś dla mnie kimś ważnym i może gdybyś był wolny to….hm….tia, szalone myśli przychodzą mi do głowy.

O jedno słowo za dużo…

Gdzie ja ma czasem mam głowę, jakaś masakra.

Wczorajszy dzień wesoły, radosny mimo, że zmarzłam i przeziębiłam się (w gardle drapie, temperatura – teraz cierpię, ale cóż), ale za to byłam geodetą w super tandemie :), przepyszna pizza i fajny wieczór i czas do godziny 15tej do chwili jak powiedziałam, że jak chcesz spać to możesz u siebie…Szybko pożałowałam tych słów. Zerwałeś się jakbyś siedział na szpilce…Przeprosiłam,ale co z tego. Nie było sensu tłumaczyć, że jestem zła bo nie mogę zrzucić smsów do kompa, że szarlotka nie wyszła, że nie miałam siły zrobić na śniadanie czegoś innego niż zwykłe kanapki (powód kiepsko się czułam) że foty z pracy nie chcą wysłać się na serwer, że boli mnie gardło i źle się czuję, że miałam nadzieję, że zrobi obiad….że boję się, że odzyskanie długo nie będzie takie łatwe, że niespodzianka którą zaplanowałam nie wypali bo jakiś pajac nie odpisuje w pewnej sprawie, że dziwnie mi będzie zawozić pismo do sądu,ale zrobię tak jak obiecałam. JAKOŚ WSZYSTKO POD GÓRKĘ. Naprawdę nie chciała tak powiedzieć i tak nie myślałam….chciałam byś położył się w łóżku wcześniej,ale nie chciałeś. Ja może za dużo chce, za dużo myślę? Może faktycznie brak mi piątej klepki?

Słońce – przepraszam !!!! spaprałam Tobie popołudnie, ale może nie myślisz o tym tak jak ja teraz….masz się czym zająć, przygotować do wyjazdu.