plany?

Planyyyyyyyyyy, urlop TAM nie doszedł do skutku, czemu? Bez względu na powody to i tak nic nie wyszło, nikt nie wyszedł z inicjatywą i nie wyjdzie nigdy bo jest mu to obojętne tylko nie chce się do tego przyznać. Takie moje zdanie, jeśli jest inne to dobrze byłoby o tym wiedzieć.

Najgorsze, że moje serce jest w stanie takim w jakim jest….

NIedługo rocznica…dla jednych tak a dla innych nie, jedni pamiętają inni pewnie nie, dla jednych ważne dla innych obojętne. Chciałabym spędzić ten czas razem, ale wiadomo jak będzie.

Taaaaaaaaak. Głupia jestem, wiem.

Myślałam, że do 3 razy sztuka….lipa.

 

Gdyby komuś zależało to planowałby spotkanie, a inicjatywa jest zerowa.

Tyle….

koniec ?

Mętlik w mojej głowie nie od wczoraj.

Same pytania zero odpowiedzi, trochę podobnie jak w książce „Hopless” . Dużo emocji, uczuć…Tylko, że finał inny…

Święta były i się skończyły.

W sercu smutek i pustka.

Nie wiem czy w Wigilię myślał o mnie, wiem, że nie była ona dla niego sympatyczna. Nie wiele brakowało a bym wysłała smsa o treści ” może czas powiedzieć mamie o mnie”. Stało się inaczej i może dobrze.

Nie mam pojęcia czy coś do mnie czuje ,ale jedno jest pewne, że od jakiegoś czasu jest chłód emocjonalny z jego strony.

Ja dalej idę w zaparte, że chce spróbować bycia z nim, ale sama to trochę za mało. Ozawa ruchu nie zrobi bo jest mu dobrze tak jak jest.

Byłam naiwna przez ostatni czas? Wierzyła w to co mówił, ze poczeka aż się zakocham?

Co ja z tego mam? Złamane serce i żal do siebie ,że wierzyła w cud.

Mam dość bycia samą i liczenia tylko na siebie.

Chciałabym słyszeć, dobrze, że jesteś, stęskniłem się, myślę o Tobie….

Od stycznia bloga nie będzie bo serwet usuwają.

Może to czas by zapomnieć? Ale jak jak serce mówi co innego.

Może powinnam napisać 31 grudnia przed północą żegnaj….Już na samą myśl lecą mi łzy. Nie umiem,ale może to jedyne rozwiązanie.

Od dawna marzę o tym by spędziec Sylwestra z kimś na kim na mnie zależy,ale takie osoby nie ma.

Nie cierpię swojego życia, siebie, swojej głupoty, tego, że Cię kocham….

 

Do widzenia.

Nie poddam się

Nie jedna osoba powie odpuść skoro on nie walczy to mu nie zależy, ale ja nie umiem i nie chce. Chcę spróbować, a jak nie uda się to będzie to tylko moja wina, druga strona nie musi obwiniac się.

Kiedyś myślałam, że usłyszę, jestem gotowy. Przyjedź, ale jak ja nie zrobię pierwsza kroku nie będzie nic.

Nigdy nie byłam taka pewna.

Gdybym nic nie czuła, ale w takim wypadku chcę walczyć.

Powstrzymać mnie może tylko to, że druga strona zerwie kontakt. FB_IMG_1505581981560

słowa

Ludzie często coś mówią i chyba nie do końca sobie zdają sprawę, iż słowa mają czasem na niektórych magiczną moc.

Jeśli mówię, że tęsknie to tak faktycznie jest, nie kieruję słów do danej osoby tylko po to aby przypodobać się. Szkoda tylko, że druga strona nie reaguje na te słowa. Wówczas w głowie pojawiają się znaki zapytania i szuka się odpowiedzi dlaczego ktoś nie reaguje na nasze słowa…Domysły nie są dobre i do niczego nie prowadzą jedynie do zapętlenia się co niestety nie przynosi dobrych skutków tylko wprowadza nerwowość.

Czasem lepiej usłyszeć prawdę, np. nic z tego nie będzie, aniżeli żyć nadzieją i marzeniami, które wiadomo, że się nie spełnią. To boli, bardzo boli…

marzenia nie zawsze są realne

Plany można mieć, ale nie zawsze mogą być one zrealizowane.

Marzenie było takie, zmiana miejsca zamieszkania, poszukanie prace, wynajęcie obecnego mieszkania i wynajęcie innego tam ….Może nawet ściągniecie ojca TAM.

Chyba jednak w głowie mi się poplątało.

Stan obecny: jestem gdzie jestem, pracuje w miejscu gdzie mi się nie podoba, podjęłam błędną decyzję, która jest nieodwracalna – trzeba się przemęczyć, będę przez kolejne miesiące marzla, spędzę sama Sylwestra, szukam dodatkowej pracy, mam doła z którym nie umiem się uporać….

Generalnie ciągle pod górkę.

Najgorsze, że człowiek jest z tym wszystkim sam…ale widać taki los niektórych.

A w moich oczach smutek…

Mętlik w mojej głowie nie jest niczym nowym.

Wiedziałam, że nie będzie prosto, ale chyba powoli zaczyna mnie to wszystko przerastać.

Widzieliśmy się niedawno. Przykre było to iż w otoczeniu innych nie chciał trzymać mnie za rękę czy objąć. Nie chce dużo, nawet tego nie dostaję…

Nie jest tak jak było kiedyś. Nie ma już planowania kolejnego spotkania. Wygląda to tak jakby mi zależało a Ozawa miał wszystko w nosie.

Mówił kiedyś bym nie naciskała więc siedziałam cicho, ale ile może to trwać? Kolejny rok?

Potrzebuje faceta który mnie przytuli, pocałuje, zaplanuje kolejne dni….ze mną. Będziemy my…

Sam powiedział, że jestem nastawiona na konkrety bo to prawda. Chce wiedzieć na czym stoję, że jest jakaś przyszłość, a nie moja chora wyobraznia. Słowa jakie kieruje do mnie, że niepotrzebnie zawraca mi głowę ranią bardzo…

Dobre jest to, że jest chociaż świadom tego iż zamiast coś tworzyć z kimś to życie sobie pogmatwał, ale z każdej sytuacji jest jakiejś rozwiązanie. Tak mi się wydaje, ale trzeba tego chcieć i robić wszystko by to osiągnąć.

Przypadkiem poznaliśmy się, nie planowałam zakochać się, wzbraniałam się przed tym, ale stało się i to może był duży błąd. Wiedziałam jakie ma życie. Może trzeba było pozostać w relacji kolega-koleżanka….Jest jednak inaczej…

Bolą słowa, które czytam, że chce coś co jest prawie nieosiągalne. Za chwile z kolei czytam, że mam poczekać jeszcze albo robić jak chcę i że jest mu przykro iż nie spełnia moich oczekiwań.

Chciałabym usłyszeć, że zależy mi na Tobie, będzie dobrze a tu cisza, totalna cisza i zero słów.

Ja miałam plan, może szalony, ale bardzo chciałam go zrealizować. Chciałam na czas urlopu pojechać, wynająć jakąś kawalerkę i zobaczyć jak to jest z nami. Sama to ja sobie mogę chcieć.

Rozumiem, że facet może się tego bać, może przeraża go fakt, że tak bardzo chce, może się tego boli, ale ja wiem jedno, nie spróbuję będę żałować….

 

 

naiwna?

Czekałam do urodzin, do końca czerwca, do połowy sierpnia do końca wakacji i dostałam jakąś odpowiedz. Nie, albo może taka, że nie może decydować za mnie. A przecież nie raz mówiłam, że jak się nie zaryzykuje to się człowiek nie przekona czy może coś między nami być więcej….

Nie będę powtarzać kolejny raz, że jestem gotowa zaryzykować i że bardzo tego pragnę, i że wiem że jeśli tego nie zrobię będę żałować do końca życia, ale muszę mieć zielone światło, a nie słyszeć, że jak się nie uda to będzie miało się do siebie pretensje.

W pracy jest jak jest. Przy gołej pensji marnie więc tym bardziej jest okazja aby to zmienić. Mówiłam już rok temu, że skoro mam urlop to może warto byłoby abym przyjechała na tydzień, pomieszkała w akademiku i wówczas byśmy mieli okazję spotykać się każdego dnia, ale od chwili tego pomysłu nie wracałam do tego….

Gdyby nie było we mnie emocji, uczucia do Ozawy to bym zakończyła to dawno temu, ale nie mogę i nie chcę.

Nie wyobrażam sobie aby nie było rozmów przez telefon. Już raz podjęłam próbę tygodniowego milczenia i męczyłam się sama ze sobą, aczkolwiek byłam podejrzewana, że spotykam się z kimś co było totalną farsą.

Czekałam cały urlop na słowa – albo, że koniec albo, że spróbujmy, ale nie doczekam się ich chyba nigdy.

Nawet w czasie ostatniego spotkania gdybym nie ja pociągnęła za język nic bym nie usłyszała , w sumie dalej nic nie wiem ,a czas leci do przodu. To ja się przytulałam,próbowałam dotknąć i prosiłam by złapał za rękę.

Inni mogli trzymać się za ręce, ale nie my. Bo będą patrzeć, a co mnie to? Ja ja już publicznie nie mogę do bliskiej osoby przytulić się? dotknąć? chyba nie….

Za chwile kolejne świeta, sylwester, zero wspólnych planów, zero my…

Jak mam nie być wkurzona, zła czy zirytowana? Chce być razem, a nie osobno.

Gt

Nie umiem tego zrozumieć…Mówiłam,że mogłabym być znowu 3, nawet usłyszałam ,że to fajny pomysł, po czym wczoraj widzę ,że było GT. Czemu nie zaproponował bym przyjechała? Byłaby okazja spędzic razem czas i poznać jego znajomych ,ale może chodzi o to by ich nie poznać. Przypomina mi to już pewną sytuację. Gadanie takie, że nie mółgby poświecić mi czasu to bzdura. Bo chcieć a móc.

Może od samego początku miało tak być, a ja głupia myślałam, że razem będziemy spędzać czas.

Wczoraj była idealna okazja poznać się lepiej, być w otoczeniu innych osób, ale wyszło jak zawsze.

Przykre, bo myślałam, że coś znaczę a widać była…nawet nie umiem tego określić.

Kim byłam?

Brakuje mi głosu, rozmowy….ale co mam począć?

Wydawało mi się, że dojrzały mężczyzna wie czego chce od życia. Ze względu nie wiek nie będzie bał się podjąć decyzję, ale tutaj okazało się, że jest spętany węzłami rodzinnymi i niestety nie chce podjać decyzji o byciu z kimś. Czuję się z tym zle, myślałam, że jest jakaś przyszłość, nasza przyszłość, ale okazało się, że to tylko moja chora wyobraznia.

Moja wina, że się zakochałam, a teraz mam to co mam….Boli jak cholera.

Gdy ktoś chce być z drugą osobą, to nie boi się, spędza duża czasu….i nie ma to nic wspólnego z odległością, bo nas nie dzieli morze, ocean i tysiące kilometrów.

Gdyby mi zależało to poszukałabym jakiegoś akademika i ściągnęła na tydzień do siebie bliską osobę, ale to ja bym tak zrobiła…