A w moich oczach smutek…

Mętlik w mojej głowie nie jest niczym nowym.

Wiedziałam, że nie będzie prosto, ale chyba powoli zaczyna mnie to wszystko przerastać.

Widzieliśmy się niedawno. Przykre było to iż w otoczeniu innych nie chciał trzymać mnie za rękę czy objąć. Nie chce dużo, nawet tego nie dostaję…

Nie jest tak jak było kiedyś. Nie ma już planowania kolejnego spotkania. Wygląda to tak jakby mi zależało a Ozawa miał wszystko w nosie.

Mówił kiedyś bym nie naciskała więc siedziałam cicho, ale ile może to trwać? Kolejny rok?

Potrzebuje faceta który mnie przytuli, pocałuje, zaplanuje kolejne dni….ze mną. Będziemy my…

Sam powiedział, że jestem nastawiona na konkrety bo to prawda. Chce wiedzieć na czym stoję, że jest jakaś przyszłość, a nie moja chora wyobraznia. Słowa jakie kieruje do mnie, że niepotrzebnie zawraca mi głowę ranią bardzo…

Dobre jest to, że jest chociaż świadom tego iż zamiast coś tworzyć z kimś to życie sobie pogmatwał, ale z każdej sytuacji jest jakiejś rozwiązanie. Tak mi się wydaje, ale trzeba tego chcieć i robić wszystko by to osiągnąć.

Przypadkiem poznaliśmy się, nie planowałam zakochać się, wzbraniałam się przed tym, ale stało się i to może był duży błąd. Wiedziałam jakie ma życie. Może trzeba było pozostać w relacji kolega-koleżanka….Jest jednak inaczej…

Bolą słowa, które czytam, że chce coś co jest prawie nieosiągalne. Za chwile z kolei czytam, że mam poczekać jeszcze albo robić jak chcę i że jest mu przykro iż nie spełnia moich oczekiwań.

Chciałabym usłyszeć, że zależy mi na Tobie, będzie dobrze a tu cisza, totalna cisza i zero słów.

Ja miałam plan, może szalony, ale bardzo chciałam go zrealizować. Chciałam na czas urlopu pojechać, wynająć jakąś kawalerkę i zobaczyć jak to jest z nami. Sama to ja sobie mogę chcieć.

Rozumiem, że facet może się tego bać, może przeraża go fakt, że tak bardzo chce, może się tego boli, ale ja wiem jedno, nie spróbuję będę żałować….

 

 

naiwna?

Czekałam do urodzin, do końca czerwca, do połowy sierpnia do końca wakacji i dostałam jakąś odpowiedz. Nie, albo może taka, że nie może decydować za mnie. A przecież nie raz mówiłam, że jak się nie zaryzykuje to się człowiek nie przekona czy może coś między nami być więcej….

Nie będę powtarzać kolejny raz, że jestem gotowa zaryzykować i że bardzo tego pragnę, i że wiem że jeśli tego nie zrobię będę żałować do końca życia, ale muszę mieć zielone światło, a nie słyszeć, że jak się nie uda to będzie miało się do siebie pretensje.

W pracy jest jak jest. Przy gołej pensji marnie więc tym bardziej jest okazja aby to zmienić. Mówiłam już rok temu, że skoro mam urlop to może warto byłoby abym przyjechała na tydzień, pomieszkała w akademiku i wówczas byśmy mieli okazję spotykać się każdego dnia, ale od chwili tego pomysłu nie wracałam do tego….

Gdyby nie było we mnie emocji, uczucia do Ozawy to bym zakończyła to dawno temu, ale nie mogę i nie chcę.

Nie wyobrażam sobie aby nie było rozmów przez telefon. Już raz podjęłam próbę tygodniowego milczenia i męczyłam się sama ze sobą, aczkolwiek byłam podejrzewana, że spotykam się z kimś co było totalną farsą.

Czekałam cały urlop na słowa – albo, że koniec albo, że spróbujmy, ale nie doczekam się ich chyba nigdy.

Nawet w czasie ostatniego spotkania gdybym nie ja pociągnęła za język nic bym nie usłyszała , w sumie dalej nic nie wiem ,a czas leci do przodu. To ja się przytulałam,próbowałam dotknąć i prosiłam by złapał za rękę.

Inni mogli trzymać się za ręce, ale nie my. Bo będą patrzeć, a co mnie to? Ja ja już publicznie nie mogę do bliskiej osoby przytulić się? dotknąć? chyba nie….

Za chwile kolejne świeta, sylwester, zero wspólnych planów, zero my…

Jak mam nie być wkurzona, zła czy zirytowana? Chce być razem, a nie osobno.

Gt

Nie umiem tego zrozumieć…Mówiłam,że mogłabym być znowu 3, nawet usłyszałam ,że to fajny pomysł, po czym wczoraj widzę ,że było GT. Czemu nie zaproponował bym przyjechała? Byłaby okazja spędzic razem czas i poznać jego znajomych ,ale może chodzi o to by ich nie poznać. Przypomina mi to już pewną sytuację. Gadanie takie, że nie mółgby poświecić mi czasu to bzdura. Bo chcieć a móc.

Może od samego początku miało tak być, a ja głupia myślałam, że razem będziemy spędzać czas.

Wczoraj była idealna okazja poznać się lepiej, być w otoczeniu innych osób, ale wyszło jak zawsze.

Przykre, bo myślałam, że coś znaczę a widać była…nawet nie umiem tego określić.

Kim byłam?

Brakuje mi głosu, rozmowy….ale co mam począć?

Wydawało mi się, że dojrzały mężczyzna wie czego chce od życia. Ze względu nie wiek nie będzie bał się podjąć decyzję, ale tutaj okazało się, że jest spętany węzłami rodzinnymi i niestety nie chce podjać decyzji o byciu z kimś. Czuję się z tym zle, myślałam, że jest jakaś przyszłość, nasza przyszłość, ale okazało się, że to tylko moja chora wyobraznia.

Moja wina, że się zakochałam, a teraz mam to co mam….Boli jak cholera.

Gdy ktoś chce być z drugą osobą, to nie boi się, spędza duża czasu….i nie ma to nic wspólnego z odległością, bo nas nie dzieli morze, ocean i tysiące kilometrów.

Gdyby mi zależało to poszukałabym jakiegoś akademika i ściągnęła na tydzień do siebie bliską osobę, ale to ja bym tak zrobiła…

 

:(

Milczę od wtorku po ostatnim zdaniu jakie do mnie napisał. Dotyczyło ono zapytania czy znowu się obraziłam….

Otóż odpowiedz nie jest taka prosta. Obrazić to raczej nie, bo nie było powodu,ale może raczej zrobiło mi się smutno i przykro. Przecież mogłabym wziąc udział w ognisko ,które organizuje, chyba, że chodzi o to, że znajomi nie mają prawa mnie poznać, że logistycznie nie jest to możliwe….usłyszeć coś, a nie widzieć wydarzenie na grupie mówiąc wcześniej ,że chciałoby się jeszcze przyjechać po 20tym.

Miałam jeszcze jedną propozycję, która nie ujrzy światła dziennego. Otóż chciałam zaproponować, że może tata pobędzie parę dni z kotem, a ja przyjadę na dłużej. No, ale przecież Romeo powiedziałby, że nie chce aby mój budżet ucierpiał, ale widać moje pieniądze są wązniejsze niż uczucie, którego chyba nigdy nie było i wspólnie spędzony czas.

Ciekawe po co też wysłałam cv…..

Chciałabym aby określił się, ale Ozawa widać nie potrafi. Zwalanie wszystkiego na rodziców jest śmieszne, bo każdy ma rodziców i czasem warto też pomyśleć o sobie.

Może od samego początku to co słyszałam było picem na wodę. Mówienie, że się do mnie coś czuje, fakt potem zamienione na słowa – bardzo cię lubię, twierdzenie, że chciałoby się bym była bliżej było fikcją. Wspólne spędzenie wakacji…Przecież gdyby chciał lepiej mnie poznać to zaplanowałby wyjazd ze mną na urlop,ale pewnie będzie spędzać go z dzieckiem. Teraz to i tak nie ma znaczenia bo mnie nie ma…

To co czuję ja nie ma znaczenia to ja chciałam wskoczyć na głęboką wodę, to ja bym ryzykowała, ale to przeszłość….

Może jednak uroiła sobie coś w głowie, miałam chore wyobrażenia, żyłam czymś co nigdy nie miało nadejść….Teraz jest jak jest. Nie jest mi z tym dobrze, ale co mam zrobić? Znowu czekać na kilka spotkań w roku, na brak wspólnej nocy?

Kiedyś powiedział, że mam dać mu czas bo naciskam….Każdy chciałby wiedzieć na czym stoi, ale nie jest mi to pisane.

Tyle….wraca z pracy. Telefon milczy. Czekam…ale jest na co?

daj mi dwa dni….

No i stało się. Byłam, widziałam, wróciłam, ale niestety nie pełna nadziei tylko smutna.

Na czym stanęło ? Na niczym…Miałam zupełnie inne wyobrażenia, widać każde z nas ma inne plany, nie są one wspólne tylko rozmijają się, a ponoć szkoda życia na ociąganie się.

Będzie trudno to wiem.

Do tej mam wrażenie, że chyba nie wiedział jak to powiedzieć, ale nie wiem czemu nie chciał iść na fontanny, czemu nie chciał bym zostawiła rzeczy do następnego razu (dla mnie bez sensu za każdym razem wozić pewne rzeczy, niby nie ciężkie ale miejsce zajmują).

Myślałam, że jednak lubi mnie bardziej niż lubi się przyjaciół…rok temu tak było,ale dziś jest inny czas, inny rok…

Proponowałam przyjazd na jeden dzień,ale tematu nie podchwycił, mówiłam, że 24 mogę przyjechać na dwa dni, po czym okazuje się, że ma imprezę. Ja się pytam – gdzie w tym wszystkim jestem ja?

Każdy z nas ma rodziców…ale być ciągle im podporządkowanym i bać się powiedzieć, że ma się kogoś to chyba jest coś nie tak.

To ja ryzykowałabym i chciałam podjąć to ryzyka, ale sama nie mogę chcieć. W pojedynkę nic się nie zwojuje.

Chciał dwa dni…Minęły i finał jaki? Brak.

Byłam naiwna, ślepo wierzyłam w coś co od samego początku było skazane na fiasko? Moje wyobrażenia były mylne, żle rozumiałam to co mówił i pisał? A może jest tu drugie dno i jednak jest ktoś inny, tylko komuś brakuje odwagi by to powiedzieć?

Nie raz, nie dwa mówiłam aby był względem mnie szczery….

Co ze mną jest nie tak? Myślałam, że będą jakieś wspólne wakacje, coś razem, ale widać to jak chciała i sama w tym byłam. To co było mówione to były tylko słowa bez pokrycia, na które nabrałam się kolejny raz, ale tym razem myślałam, że facet, który dostał tak po tyłku będzie rzeczowy, konkretny i będzie wiedział co chce, ale okazało się, że chce ale boi się podjąć jakieś ryzyko. Smutne, ale prawdziwe.

Nie mam siły czekać, bo raczej nie ma na co, brak rozmowy, jasnych informacji…

Boli…

odliczanie

Zostało mało czasu. Jaki będzie finał ? To wie tylko jedna osoba. Nie napisze, co ma być to będzie, bo chciałabym aby było dobrze, ale jaka  nie będzie decyzja zostanie ona przeze mnie zaakceptowana.

Jedno jest pewne, jest inaczej niż rok temu, ale zawsze nie może być tak samo i nie wszystko jest od nas zależne, na zasadzie chcieć to móc. Aczkolwiek może ja chcę za wiele, może mam zbyt duże oczekiwania? Może moje marzenia, pragnienia powinny nadal być na tylko marzeniami a nie chęcią ich realizacji? Samemu nie zdziała się wiele to wiadome, ale jeśli jedna osoba nie podejmie konkretnej decyzji to taki stan może trwać kolejne miesiące czy lata. Co prawda powinno być inaczej bo swego czasu pewna osoba mówiła na temat wieku w związku z tym podjęcie finalnej decyzji powinno nie być takie trudne, a stanie w miejscu przynajmniej mi na dobre nie wychodzi.

Rok temu obiecałam sobie, że nigdy więcej nie będę w swoje święto sama. Co prawda nie lubię tego dnia z wiadomych przyczyn, ale trzeba pewnie będzie iść wcześnie spać.

Z jednej strony chciałabym aby była ze mną bliska memu sercu osoba, ale z drugiej strony wolałabym pojechać i spędzić z nim więcej czasu. Nie planuję nic, bo to nie ja podejmuję decyzję. Będzie ciekawie jak ktoś tutaj zapomniał o terminie.

wpis

Tyle czekania na spotkanie i znowu krótko, ale powód był, że tak mało czasu byliśmy razem.

Prócz tego, że było miło było też smutno i trochę przykro kiedy zadzwoniła mama i padła informacja, że sprzątam i będę pózno. Poczułam się jak obca osoba, jakiś balast, potrzebna nie wiadomo do czego. Mało miło było również wówczas jak powiedział, że w niedzielę jedzie do syna na obiad. Nie jedna osoba pomyślałaby, że skoro już jestem i ma wolną niedzielę to powinien ją ze mną spędzić, ale cóż, są sprawy ważne i ważniejsze. Finał taki, że na obiad nie pojechał.

Padły też słowa, że mam sobie poszukać osobę, która będzie bliżej mnie. Ja nadal nie chcę.

Znowu mętlik w głowie. Minęło już trochę czasu odkąd się znamy, ale ciągle stoimi w miejscu, przynajmniej ja mam takie wrażenie, może jest ono jednostronne,. Może żyję w świecie marzeń, które nigdy się nie spełnią.

Nie rozumiem dlaczego dojrzały facet nie może powiedzieć matce, że ma kogoś. Rozumiem, że matka może mieć dość poprzednich kobiet,ale przecież nie każda z nas jest taka sama.

Obiecałam sobie, że kolejne urodziny spędzę z ukochaną osobą, ale już dziś wiem, że tak nie będzie. Po drugie mnie się już tylko bardzo lubi, a wcześniej padały inne słowa.

Nie mam siły aby to ogarnąć.

Może za bardzo mi zależy, może chcę tego co nie jest możliwe? Może nigdy nie będziemy parą? Same znaki zapytania :(

Chcieć….

Chcieć to jeszcze za mało. Dwie strony muszą chcieć….

Jak będzie dobra pogoda to przyjadę – hmmm….w maju :(. Planowałam wybrać się na kilka dni, na dłużej niż to miało miejsce do tej pory. Mówiłam, prosiłam o poszukanie jakiegoś akademika. Cisza do dzisiaj, więc dla mnie jednoznaczne, że mnie nie chcesz. Nie pytam się już w rozmowach, zresztą teraz jesteś czymś innym zaabsorbowany, co jest dla mnie zrozumiałe, ale dla mnie też powinieneś mieć czas. Wolę usłyszeć, nie ma przyszłości przed nami niż żyć nadzieją, w tym wieku to jaki ma to sens? Na jakim etapie jest nasza znajomość? Dokąd to zmierza?

Niedługo Walentynki, nigdy ich nie obchodziłam i nigdy nie byłam tego dnia zaskoczona więc teraz też tak pewnie pozostanie, zresztą dawno nie było słów, że ma się na mnie ochotę, że się tęskni itp.

Czyżbym znowu się pomyliła?

Mam czekać do wiosny na spotkanie?

Rocznica?

Ech….miłość…albo ze mną coś jest nie tak

smutek….

NIe ma Ciebie….czuję pustkę mimo, że jest zastępstwo.

Nadal mam żal do siebie, że to moja wina, że mogłam temu zapobiec….I ciągle słyszę słowa Ozawy- mówiłem byś nie jechała.

Obwiniam się i będzie to trwać na pewno jakiś czas, ale życie toczy się dalej jak to mówią niektórzy…

Jutro z kolei 5ty, przeklęty 5ty, tak samo jak luty, 13ty…..

Boli, ciągle boli i boleć będzie.

Nic nie będzie już takie jak było.

do 3 razy….

To była tylko jedna doba jak zawsze cudna, przynajmniej dla mnie. Szkoda, że tak krótka, ale jak to było powiedziane, mam się cieszyć, że była.

Były też słowa, że więcej nie przyjadę, ale serce chce jednak inaczej, co będzie, kto to wie.

Czasem mam wrażenie, że to ja bardziej chcę, nie słyszę, że dobrze byłoby gdybym była na wyciągniecie ręki, może nie mówi bo boi się tych słów, a jak wiem nie mówi dla samego mówienia by sprawić komuś przyjemnośc i całe szczęscie, bo nie jest niczym fajnym słyszeć coś co nie jest prawdą.

Czasem boję się, że to wszystko sen i nagle powiesz mi pa. NIe lubię jak ktoś coś mówi, planuje, ustala projekt domu i nagle żegna się, to boli i powoduje zadrę w sercu, dlatego podświadomie boję się, że znowu taka historia może mieć miejsce.

Wiem,że jak ja nie postawię wszystkiego na jedną kartę to nie dowiem się jak może być, ale muszę mieć pewność ,że druga strona też tego pragnie i że będzie wspierać.Z drugiej strony, skoro nikt o mnie nie wie to hm…nie jest to przyjemne być ukrywaną tak jakbym zrobiła coś złego. Na pożegnanie zabrakło mi odwagi by powiedzieć te dwa magiczne jak dla mnie słowa, ale mam nadzieję, że Ozawa to czuje.
Dostałam skierowanie. Raz, nie do tego lekarza co trzeba, przepisano wizytę, ale odwołano, wyznaczono kolejną, tym razem ja zrezygnowałam. Do 3 razy sztuka….Myślałam,że już mi jej nie trzeba, ale teraz przed świętami czuję, że jest mi potrzebna na cito, a kiedy będzie Bóg raczy wiedzieć o ile takowy jest, bo nie od dziś w niego zwątpiłam.

 

Boję się tych świąt, będą na pewno inne,smutne to pewne. Chciałabym by było już po,być z czterema łapami. I żeby było on, ale to tak realne jak wygrana w totka.