naiwna?

Czekałam do urodzin, do końca czerwca, do połowy sierpnia do końca wakacji i dostałam jakąś odpowiedz. Nie, albo może taka, że nie może decydować za mnie. A przecież nie raz mówiłam, że jak się nie zaryzykuje to się człowiek nie przekona czy może coś między nami być więcej….

Nie będę powtarzać kolejny raz, że jestem gotowa zaryzykować i że bardzo tego pragnę, i że wiem że jeśli tego nie zrobię będę żałować do końca życia, ale muszę mieć zielone światło, a nie słyszeć, że jak się nie uda to będzie miało się do siebie pretensje.

W pracy jest jak jest. Przy gołej pensji marnie więc tym bardziej jest okazja aby to zmienić. Mówiłam już rok temu, że skoro mam urlop to może warto byłoby abym przyjechała na tydzień, pomieszkała w akademiku i wówczas byśmy mieli okazję spotykać się każdego dnia, ale od chwili tego pomysłu nie wracałam do tego….

Gdyby nie było we mnie emocji, uczucia do Ozawy to bym zakończyła to dawno temu, ale nie mogę i nie chcę.

Nie wyobrażam sobie aby nie było rozmów przez telefon. Już raz podjęłam próbę tygodniowego milczenia i męczyłam się sama ze sobą, aczkolwiek byłam podejrzewana, że spotykam się z kimś co było totalną farsą.

Czekałam cały urlop na słowa – albo, że koniec albo, że spróbujmy, ale nie doczekam się ich chyba nigdy.

Nawet w czasie ostatniego spotkania gdybym nie ja pociągnęła za język nic bym nie usłyszała , w sumie dalej nic nie wiem ,a czas leci do przodu. To ja się przytulałam,próbowałam dotknąć i prosiłam by złapał za rękę.

Inni mogli trzymać się za ręce, ale nie my. Bo będą patrzeć, a co mnie to? Ja ja już publicznie nie mogę do bliskiej osoby przytulić się? dotknąć? chyba nie….

Za chwile kolejne świeta, sylwester, zero wspólnych planów, zero my…

Jak mam nie być wkurzona, zła czy zirytowana? Chce być razem, a nie osobno.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.