Chcieć….

Chcieć to jeszcze za mało. Dwie strony muszą chcieć….

Jak będzie dobra pogoda to przyjadę – hmmm….w maju :(. Planowałam wybrać się na kilka dni, na dłużej niż to miało miejsce do tej pory. Mówiłam, prosiłam o poszukanie jakiegoś akademika. Cisza do dzisiaj, więc dla mnie jednoznaczne, że mnie nie chcesz. Nie pytam się już w rozmowach, zresztą teraz jesteś czymś innym zaabsorbowany, co jest dla mnie zrozumiałe, ale dla mnie też powinieneś mieć czas. Wolę usłyszeć, nie ma przyszłości przed nami niż żyć nadzieją, w tym wieku to jaki ma to sens? Na jakim etapie jest nasza znajomość? Dokąd to zmierza?

Niedługo Walentynki, nigdy ich nie obchodziłam i nigdy nie byłam tego dnia zaskoczona więc teraz też tak pewnie pozostanie, zresztą dawno nie było słów, że ma się na mnie ochotę, że się tęskni itp.

Czyżbym znowu się pomyliła?

Mam czekać do wiosny na spotkanie?

Rocznica?

Ech….miłość…albo ze mną coś jest nie tak

smutek….

NIe ma Ciebie….czuję pustkę mimo, że jest zastępstwo.

Nadal mam żal do siebie, że to moja wina, że mogłam temu zapobiec….I ciągle słyszę słowa Ozawy- mówiłem byś nie jechała.

Obwiniam się i będzie to trwać na pewno jakiś czas, ale życie toczy się dalej jak to mówią niektórzy…

Jutro z kolei 5ty, przeklęty 5ty, tak samo jak luty, 13ty…..

Boli, ciągle boli i boleć będzie.

Nic nie będzie już takie jak było.