jestem w proszku

Nic nigdy w moim życiu nie było proste i dalej nie jest, wrrrrr,ale to co dzieje się od pewnego czasu przerasta mnie i to z każdym dniem bardziej.

Dzisiejsze info powaliło mnie z nóg. Ze łzami w oczach wracałam do domu, dobrze, że było ciemno,aczkolwiek mi to nie robi różnicy.

Jestem przerażona, boję się jak cholera i co gorsze jestem z tym sama, a najgorzej w tym wszystkim ma się ojciec.

W planie miałam pojechać do Ozawy, zjawić się tam gdzie zawsze jest w piątek i zaskoczyć, ale wyszło….(chociaż może taka niespodzianka nie byłaby dobra…).

Póki co czeka mnie noc.

Myślenie o osobie, którą kocham sprawia, że zapominam o tym co złe. Dziękuję że jesteś!

gdyby babcia miała wąsy…

Nie marzę, bo nic z tego nie wychodzę, ale gdybym mogła to teraz marzeniem byłoby cofnięcie czasu, ale, że się nie da….ale gdybać można ;), ot tak, kto mi zabroni.

Oto takie marzenie dotyczące cofnięcie czasu:

-aby nie było choroby,

-Ozawa poznany hm….10 lat temu, no dobra, 5 :)

-ciąża (wystarczyłby nawet sam fakt zajścia w nią), bo o tym, że matką nie będę to wiadomo jak dwa plus dwa i dawne marzenie posiadania bliznikaków to tylko dawne marzenie, które mimo całej sytuacji sprawia uśmiech na mojej twarzy.

- zmiana pracy

 

Kurcze, pewnych rzeczy się nie przeskoczy,ale nie oznacza, że Ozawa jest niedostępny, bo jest, mimo,że nie jest to takie proste.

czas

Warunki szpitali dla osób onkologicznych, którzy są w trakcie leczenia chemii masakra. Kto nie był to nie wie, ale mówienie, że godnie należy odejść z tego świata, że leczenie paliatywne ma nam to zapewnić można włożyć miedzy książki.

Cholerna bezsilność, patrzenie jak ludzie gasną i świadomość, że na sali umiera osoba,której kilkanaście godzin wcześniej pomagało się dojść do łazienki sprawia,że wszystko traci sens, jeszcze bardziej niż do tej pory.

Mam nadzieje,że chemia pomoże, ale wiara to nie wszystko. Znowu czekanie, odliczanie dni do badania i potem na diagnozę.

Nic nie robię tylko odmierzam czas, chemia do chemii, badanie do badania….Nie mogę liczyć dni do spotkania z Ozawą i czasem mam wrażenie,że do niego nie dojdzie. Nie znaczy, że mam pretensje, bo tak nie jest, od początku byłam świadoma, że nie będzie łatwo, ale miało być inaczej. Czekam i mam nadzieję, że warto i że to będzie mi wynagrodzone, ale czasem są takie chwile, że boję się, że to nie nastąpi (pracownika nie ma, pada deszcz, pada śnieg itp.). Drugi raz byłam gotowa przyjechać na weekend,ale słowa, że szkoda kast na hotel zabolały….Skoro tak, to co zostaje mi czekać do wiosny, o ile się do niej dożyje albo nie czekać. Bajzel w głowie spowodowany chorobą i nie tylko nią.

Podobno czasem mówienie nic nie daje, a ja mam cholerną ochotę wygadać się, wypłakać się i wykrzyczeć co leży mi na wątrobie a nie mam komu. Powoli dopada mnie depresja…ale kto powiedział, że będzie lekko?

Tęsknie…ale jest sens? Pomoż mi odpowiedzieć na to pytanie….

Może to był błąd, że moje serce Ciebie pokochało….