gorzej niż ….

Wszystkiego bym się mogła spodziewać:zmiany pracy, bycia w ciąży, zamieszkania z ukochaną osobą, ale nie tego co się stało tym bardziej, że spadło niczym grom z jasnego nieba.

Nowotwór to nie wyrok ktoś powie,ale w tym przypadku niestety tak. Stanęłam na głowie aby skonsultować się z innymi lekarzami,ale wszyscy powiedzieli to samo. Wiele zawdzięczam osobom, które dały mi namiary na specjalistów. Czasem są osoby, które pomagają bezinteresownie.

Boje się, pierwszy raz w życiu tak bardzo jestem przerażona. Nadal twierdzę, że lepszy zawał, bo przychodzi nagle niż świadomość, że ktoś z dnia na dzień będzie gasł.

Za chwile święta, świadomość, że to ostatnie sprawiają, że łzy same napływają do oczu.

Chwilami nie daję rady  i z niemocy bym ryczała co wiadomo, że nic nie da. Chyba przyjdzie taki moment, że będę musiała zwrócić się o pomoc do psychologa. Jestem z tym sama, bliskiej osoby nie chce obarczać, więc jakoś daję radę, póki co.

Serce moje ciągle bije do Ozawy. Godziny rozmów, czasem o wszystkim i o niczym, świadomość, że jest taka osoba sprawia uśmiech na twarzy. Mogę zadzwonić o każdej porze i wiem, że będę wysłuchana, otrzymam cenne rady. Facet, którego warto słuchać, czego czasem nie robiłam ,ale to od pewnego czasu zmieniło się, bo wiem, że warto.

Nie boję się mówić, że kocham ,tęsknie, że marzę aby być blisko, ale porobiło się tak a nie inaczej. Mam nadzieje,że drugiej stronie nic się nie odmieni.