„zostawmy to co było…”

„…Zostawmy to, co było
Przeżyjmy to, co jest
Tak wiele się zdarzyło
I przydarzy jeszcze się…”

Od czwartku wszystko jest inne…

Czytanie takich słów uskrzydla „byloby pieknie kiedys zrealizowac te „sugestie”, chcialbym kiedys znalezc sie z toba i w wannie i pod prysznicem i gdziekolwiek
nawet w deszczu
czy burzy
byc blisko Ciebie
przytlac
przytulac
i wiele innych rzeczy
tez jestes mi bliska
„.

Nie jestem naiwna, czytam to z uśmiechem, ale serce raduje się, że jest ktoś kto pisze mi takie słowa, podobne ma zdanie w pewnych kwestiach. Rozmowa przez telefon dłuuuuga, dużo śmiechu, radości. Tak jak to miało kiedyś miejsce z inną osobą na której bardzo mi zależało. Mamy sobotę – milczy, w sumie smutne, ale ja się nie odezwę, mam żal, boli mnie jego zachowanie, ale cóż poradzić. Nie ma co gdybać i zastanawiać się nad tym co mogło być, co powinien zrobić, liczy się tu i teraz. Ważne jest to, że Ozawa potrafi okazać wsparcie, jest pomocny nawet na odległość. Jest taki jaki być powinien przyjaciel…póki co złego słowa nie mogę na niego powiedzieć….czas zweryfikuje i pokaże jaki jest…ale mam nadzieję, że bez względu na wszystko będzie wspierał i sprawiał uśmiech na twarzy.

         Szlag mnie trafia, że muszę siedzieć w domu, nic nie mogę zrobić….Czuję się, że  życie przelatuje mi przez palce.

         Tylko kot sprawia, że nie czuję się samotna.

szpital, wiara, nadzieja, smutek – życiowy pieprznik

Trochę się działo i nie wiadomo od czego zacząć, ale ma być kompaktowo i chyba będzie, bo z tym to czasem ciężko.

        Termin operacji wyznaczono na maj i nagle telefon „proszę przyjść w środę przed 12tą”. Byłam w szoku, duuuuuuuuuużym w szoku. Następnego dnia pojechałam dopytać się o szczegóły, telefon nie był żartem. W głowie kołowrotek, sto myśli na minutę, dzwonić do rodziców, powiadamiać? po rozmowie z koleżanką zadzwoniłam. Mama przyjechała.

       W między czasie napisał do mnie Ozawa, gadki, szmatki o autach, spotach….Finał rozmów? Przyjechał do mnie do szpitala po operacji, co prawda nie do końca tylko do mnie, bo tego dnia również miał sprawę w Wawie, ale mimo to 300 km pokonał. Dla mnie to było dziwne spotkanie. Nigdy wcześniej faceta nie widziałam, nie rozmawiałam telefonicznie, a tu przyjeżdża do mnie, ogląda mnie zmasakrowaną, z opatrunkiem, ledwo mówiącą, ale jest i wspiera….Wspiera pisząc każdego dnia co podnosi mnie na duchu.

     SMS wysłany w dniu operacji do faceta, który sprawił, że uwierzyłam w szczęście okazał się fiaskiem. Czekałam na zwrotną odpowiedź, że będzie wszystko dobrze. Nic z tego….czekałam. Jadąc na blok operacyjny powiedziałam sobie, widać mu na mnie nie zależy, jeśli obudzę się chcę by moje życie było inne, aby zagościł w nim ktoś komu będzie na mnie zależeć, będzie mnie wspierać i w taki chwilach jak ta trzymać za rękę.

  Stan zdrowia? coś jest nie tak jak być powinno. W niedzielę zadzwonił telefon, trudno powiedzieć czy się ucieszyłam. Rozmowa owszem była miła, ale brakowało w nich słów wsparcia, że będzie dobrze. Nie omieszkałam powiedzieć, że czekałam na SMSa, dobre słowo. Padło lakoniczne – „tak, wiem”. Dla mnie to zdecydowanie za mało. Ja jeździłam do szpitala, trzymałam za rękę, byłam….Rozumiem, że nie był obecny z Wawie, ale wystarczyły telefon, SMS, zabrakło tego. Co tu dużo nie mówić, boli jak cholera. Wczoraj info na gg, ale brak zapytania o stan zdrowia; znowu poczułam ukłucie smutku….

  Dzisiaj rano chwilę popisaliśmy na GG. Musiałam – nawet się nie zapytasz jak sie czuję. Odzew był taki: po opisie wnioskuję że nie najlepiej
nie pytam o rzeczy oczywiste
nie wiem czy pamiętasz ale spędziłem troche czasu w szpitalu
i wiem jak się czuje człowiek po pobycie w placówce opieki zdrowotnej.

Takie słowa bolą tym bardziej, że znaliśmy się nie miesiąc, rok tylko dłużej, mieliśmy plany, które co prawda szlag trafił ale były.

    Okazało się, że bardziej mogę liczyć na wsparcie osób, których prawie nie znam niż na ludzi z którymi mam kontakt od lat.

     Od operacji wiele się zmieniło. Facet który dla mnie się liczył stał się nagle dla mnie obcy, a jeszcze niedawno myślałam, że jestem z nim w ciąży (dzień płodny, zero zabezpieczenia).

    Co będzie? To się okaże….wiem na pewno, że Owawa stanie się przyjacielem, skoro do dzisiaj pisze to jest dobrze…Gdybyś to kiedyś czytał, bardzo dziękuję za wsparcie i podtrzymanie na duchu w trakcie pobytu w szpitalu.