?

Był przed Bożym Ciałem. Po śpiwór. Nie byłabym sobą gdybym nie powiedziała, że powinna mieć swój śpiwór.

Wbrew temu co może się wydawać było miło. Skończyło się nie tak jak powinno, ale co tu dużo mówić oboje tego bardzo chcieliśmy. Po wyjściu długo dochodziłam do siebie, ale uznałam, że tak miało być. Żeby było mało to przyszedł z kwiatkiem na imieniny. Zapytałam się, że miło, ale po co mi on skoro nie jesteśmy razem. Na do widzenia usłyszałam, że mam go podlewać…..Phi….jakbym nie dbała o kwiaty. Ale co tu dużo mówić o ten będę dbać razy dwa :)

Nie postawiłam sobie za priorytet aby o nim nie myśleć, bo się nie da jak ktoś był, jak każdego wieczora przed snem rozmawiało się, jak się radziło i opowiadało co stało się danego dnia.

Oddając śpiwór do środka włożyłam kopertę, którą miałam mu dać jak w lutym był w szpitalu, ale że go nie odwiedziłam koperta leżała. W niej był krótki list o tym jak mi na nim zależy, że jest dla mnie ważny i załączony klucz i adnotacja, że ma coś z nim zrobić i przemyśleć sprawę. Załączona była mała myszka z czerwonym serduszkiem.

Jeszcze tego samego dnia napisałam, że w śpiworze coś jest i że nie chciałabym aby wpadło to w niepowołane ręce.

Życie znów zaczęło toczyć się na nowo, ale ja raz po raz myślami byłam przy nim, zasypiając myślałam jak minął jemu dzień, jak się czuje. Nie zastanawiałam się czy on również o mnie myśli….

W sobotę wybrałam się z koleżanką i jej znajomymi na wianki. Gdyby nie cholerny ból głowy i wypite piwo pewnie pojechałabym na SOR. Cała noc i następny dzień były koszmarem. Zgodnie z ustaleniem pojechałam do Ziemniaka. Już miałam od niego wychodzić i nagle dostałam od niego smsa…..Zmroziło mnie. Przeczytałam jego raz nie rozumiejąc zupełnie treści, po chwili na głos. Kolega zobaczył, że coś ze mną dzieje się dziwnego, a ja się popłakałam. W smsie pisał ” siedzę w samochodzie trzymam klucz i czytam karteczkę drugi raz i zastanawiam się co mam zrobić, jedno zdanie i ostatnie spotkanie sprawia ze…..”Nie rozumiałam nadal tego co czytam. Musiałam wyraz po wyrazie przeanalizować ocierjąc łzy. Kolega powiedział, że pierwszy raz widzi kogoś kto jest tak zaangażowany i odparł, że jest w szoku co ten facet ze mną zrobił. Wyszłam od niego zbierając myśli. Po 10 minutach dostałam kolejnego smsa „mam ochotę…”

Jechałam do domu w tempie żłówia nie mogąc pozbierać myśli, łzy dalej spływały mi po policzku. W garażu kolejny raz czytałam smsa aż w końcu odpisałam na niego. Do mieszkania dotarłam o miękkich kolanach i zaczęłam nie rozbierając się robić kanapki do pracy. Tak jak zawsze zamykam drzwi, rozbieram się tak tego tym razem nie zrobiłam. Za jakiś czas, mam wrażenie że byłam to chwila drzwi się otworzyły jak w amerykańskim serialu i wszedł ON. Podeszłam do niego z pytaniem czy chce pasztet, który właśnie pokroiłam. Odparł „teraz?” i nagle nasze usta spotkały się razem. Znów byliśmy jednością i spędziliśmy miłe chwile, które niestety musiały dobiec końca. Usłyszałam, że wyjeżdża z Polski, dla mnie ucieka przed tym co mogło być….ale nie zatrzymam mimo, że bardzo bym chciała. Zapytał się co z kluczem. Powiedziałam, że nie wiem. Odrzekł, że jak wyjadę do może przychodzić o podlewać kwiaty, ale potem to nie wie, jak wyjedzie.

Od tego spotkania minął tydzień. Nie umiem znów znaleźć sobie miejsca. Poszłam na basen, wygrzałam tyłek w saunie, ale nawet tam moje myśli były przy nim, co robi, jak się czuje, czy może myśl i o mnie. Zaczęłam odkurzać mimo, że czysto, spakowałam się mimo,że mam na to jeszcze cały tydzień, za chwile będę prasować…..Raz po raz zerkam na telefon, ale wiem, że nie napisze….

Znów napisałam do niego list. Na półce leża rzeczy których nie zabrał.

Za miesiąc byłaby 3 rocznica znajomości.