KONIEC

Stało się. Oficjalnie powiedział, nie będziemy razem, mam kogoś.

Zaczęło się od 2 maja, po powrocie z działki zaczęłam ciągnąc za język. Powiedział, że coś go gryzie,ale powie innym razem, na pożegnanie padło, zadzwonię. Kilka dni wcześniej pozabierał swoje rzeczy, już mi to nie dawało spokoju.

Boli – cholernie. Same pytania w głowie, po co wspólny wyjazd w góry na Sylwestra, po co jazda na działkę, planowanie domu, po co?

Powiedział, że chciał dziecka ze mną. Ale nigdy wyraźnie nie padło, miejmy dziecko, ja jestem na nie gotowy, odstaw tabletki. Teraz usłyszałam, że niby to mówił.

Ufałam, miałam znów plany, zależało mi na kimś i po co? Po to, żeby zostawić mnie dla innej i usłyszeć, że jestem kimś więcej dla niego niż koleżanką.

Dostałam rower na odchodne, nie wiem po co, będzie stał w tym miejscu gdzie postawił i z pewnością przez bardzo długi czas nie użyję jego….

Jestem durną babą, która myślała, że facet coś do niej czuję, a jak zwykle okazało się inaczej.

Tyle….

Niedawno były urodziny, samotne, że na myśl płakać się chce…..