bełkot

Wkręciłam się na dobre w poszukiwanie architekta, nawet rodzice widzieli projekt,ale jak zwykle jest pewne ale….chyba za bardzo zaangażowałam się, a to może nie wyjść mi na dobre,
ale trzeba być dobrej myśli.
Ze szpitala nie dzwonili….pewnie niedługo to nastąpi.
Planujemy majówkę ,ale chyba nic z tego nie wyjdzie i wypad do spa nie uda się, ceny jak z kosmosu i pewnie będzie robiony płot na działce. Też będzie fajnie, bo to będzie oznaka, że coś się rusza do przodu; co prawda wg. Słońca budowa w tym roku nie ruszy, ale jedno jest pewne kwiatki będą posiane :)

Przed świętami zapytał się czego od niego oczekuję. Cały czas słyszę te słowa…podobnie jak te, że na razie nie wprowadzi się.

Po wizycie u ginekologa dowiedziałam się o niezłośliwym nowotworze, diagnoza była taka – chce pani mieć dziecko? Tak. W takim razie odstawiamy tabletki, mnie nic nie interesuje, że pani po nich przytyła. Recepta na folik i info, że mam pojawić się jak będzie ciąża i , że mam liczyć się z tym, że patologia ciąży będzie mnie czekać i powinnam poszukać dobrego lekarza.
Byłam w szoku, czułam się jakby ktoś uderzył mnie w twarz, pozbieranie myśli wiele czasu mi zabrało.

Rozmawialiśmy o dziecku, pytał się czy bym chciała w grudniu podczas naszej najważniejszej rozmowy i do dziś dnia nie zmienił zdania,ale od sylwestra trochę zmieniło się i to nie raczej w tą dobrą stronę. Obecnie idzie ku dobremu, ale zaufanie do mnie w jakimś tam stopniu na pewno stracił.

Poinformowałam Słońce o mojej wizycie. Odparł, że przecież są różne sposoby zabezpieczani się przed ciążą. Owszem są, ale oznajmiłam, że nie chcę sytuacji takie, że dojdzie do wpadki, a ja usłyszę, że złapałam go na dziecko. Wkurzył się delikatnie mówiąc i oznajmił, że bardzo źle go oceniam. Za jakiś czas znów wrócimy do tego tematu.

Głupia pogoda, doprowadza mnie do szewskiej pasji. Ciągle mi zimno, łapię doły, czuję się gruba i nijaka. Wiosno gdzie jesteś?