prawda boli

Tak jak w tytule, prawda boli i to podwójnie jeśli słyszysz je od bliskiej osoby. Cieszy mnie, że pewne słowa w moim kierunku padają i jak słyszę przestań wariować…zapala mi się czerwona lampka, podobnie jak „gdybym nie był zmęczony to bym ubrał się i wyszedł”. Już jeden był co wychodził bez mówienia, ale to już przeszłość i powody były zupełnie inne. Przeraziły mnie te słowa…. Przeszłości już nie ma, jest tylko dziś i przyszłość, nasza mam nadzieję przyszłość.

To, że się boję chyba jest normalne…tylko czasem przez to świrowanie odbija mi, a to dobre nie jest i może wyrządzić więcej złego niż dobrego.

Sama siebie zaskoczyłam faktem zakochania się…a może tak mi się wydaje ? Hm….ale wówczas nie byłoby tego dziwnego ucisku w brzuchu, motylków jak ktoś to kiedyś nazwał.

Czekam na jutro :), ciekawe czy TY też…

sto spraw….

Tyle się wydarzyło, że nie wiem od czego zacząć.
Rozmowa, która miała mieć miejsce w styczniu nastąpiła w grudniu, a dokładnie 31 grudnia w noc sylwestrową.

Będzie jednak od końca….rok temu, a teraz już w sumie dwa, obiecałam sobie, że kolejnego sylwestra, czyli tego który już był nie spędzę sama; tak też się stało.
Na pytanie jakie mam plany, odparłam, że pewnie będę siedzieć w domu. Ku mojemu zdziwieniu padło pytaniem czy nie pojechałabym w góry na narty.
Takich rzeczy nie odmawiam. Stało się. Były narty, śnieg, pierwsi znajomi K. których poznałam, baseny….

Plany na spędzenie 31 były, ale K. stwierdził, że znajomi nie chcą nigdzie iść i on również nie ma ochoty. Nie powiem – chciałam iść gdzieś do ludzi, potańczyć…Posmuciłam się chwilę i stwierdziłam, że i tak będzie to super dzień.
Sporo przed północą pojechaliśmy sobie złożyć życzenia z jego znajomymi po czym wracając do kwatery zajechaliśmy pod mój były dom.

Tam w świetle księżyca, przy mrozie i bieluśkim śniegu, na mojej łące, pod gołym niebem zapytał się czy nie chciałabym z nim być, czy podoba mi się jego działka i czy nie chciałabym tam mieszkać, czy chciałabym mieć dziecko….po chwili dodała ze mną. Trzymał mnie w ramionach i pytał się o sprawy jakich nigdy bym się nie spodziewała.
Serce biło mi jak szalone. Byłam wówczas najszczęśliwszą osobą w tym dniu, tak jakbym złapała szczęście….i złapałam je i trwa ono do dziś.
Odpowiedziałam, że tak chcę tego….
Dowiedziałam się, że właśnie na ten temat miała toczyć się styczniowa rozmowa….że już chciał zapytać się o to jak kiedyś kosiłam trawę…wyglądało to tak jakbym pchała wózek….
Pamiętam tamten dzień…sama przez chwile gdzieś w głębi wyobraźni widziałam siebie z wózkiem.

Od tamten rozmowy upłynęły prawie 2 miesiące. Moi rodzice nic nie wiedzą, bo jak tu powiedzieć, że facet ma względem mnie plany, ale ma jeszcze żonę przy boku.

Rodzice dalej nic nie wiedzą. Mam nadzieje,że nadejdzie kiedyś ten dzień podobnie chwila kiedy zamieszkamy razem.

Powiedziałam w końcu, że poczułam się dla niego ważna 3 razy; w chwili jak trzymał mnie za rękę w szpitalu, w sylwestra i trzeci raz – tego nie powiedziałam, jak napisał mi adres szpitala w którym się znajduje i jak zadzwoniłam pozwolił przyjechać.
Jechałam jak szalona łamiąc przepisy ruchu drogowego, na dodatek z mokrą głową przy minusowej temperaturze.
Byłam szczęśliwa, że mogę go zobaczyć….co prawda pełna obawa i strachu, że może to być koniec naszego związku (zrobiłam świństwo jemu, ale do tej pory nie rozumiem jego rozumowania odnośnie tej kwestii, ale nie chcę do tego wracać bo momentalnie zaczyna boleć mnie brzuch z nerwów).

Czasem chwile taka jak czyjeś przeziębienie mogą sprawić, że dociera do nas, że chce się być z tą osobą, wspierać ją, podawać leki i czekać aż wyzdrowieje.
Lubię jego niespodzianki – jak chociażby piątkowa. Rozmawiam przez telefon, nagle dzwonek do drzwi a tam moje szczęście schowane z bukietem tulipanów i drożdżówką, słodkie.

Czasem mam jakieś chore jazdy, że może oprócz mnie jest jeszcze ktoś, że skoro mi kupił lizaka w kształcie serca to może w kieszenie ma drugiego dla innej….bez sensu, ale moja wyobraźnia czasem ma prawo tak myśleć, po tym co zrobili mi poprzedni faceci.

Kilka dni temu powiedziałam, że chyba się zakochałam….

Prawda jest taka, że zbierałam się niczym pies do jeża i faktycznie w fajny sposób mi to nie wyszło.
W sobotę zaskoczył mnie kupując czerwoną różę i mówiąc to na odwagę :)

Przyznam się szczerze o co zapytałam, że myślałam, że jego reakcja będzie inna i nie powie do mnie „oczekiwałaś fajerwerków?”.
Jeśli to kiedyś przeczytasz to wiedz, że spodziewałam się słów – miło to słyszeć, cieszę się, myślałam, że kiedyś to nastąpi….Tylko tyle lub aż tyle chciałam usłyszeć.
Prawdą jest to, że mam problem z mówieniem takich rzeczy, ale pamiętam jak dziś jak 31.12 mówiłeś, że sporo czasu minie nim mi zaufasz, poczujesz coś….ja to rozumiem i nie oczekuje od Ciebie słów kocham cię….Wiem, że chcesz mnie przy boku, bo gdyby były inaczej to chyba nie planowałbyś domu ze mną.
Fakt mam czasem dziwne jazdy, ale walczę z nimi, też boje się podobnie jak Ty i tak jak dziś powiedziałeś, że chciałbyś aby przyszedł dzień, że będziesz mógł za mnie ręczyć, dać sobie obciąć rękę.
Ja ufam i wierzę Tobie….ale po tej sytuacji, że piszesz do innych kobiet mam dystans, to mnie przytłacza i stąd lęk, że może ktoś jest, że znikniesz….

Wiem jedno, jak wychodzisz to tęsknie i czekam na kolejne spotkanie….