Cisza…





 
Zastanawia mnie czasem zachowanie pewnych ludzi.

        Shadow….mam Ciebie akurat na myśli. Jeśli to czytasz to ciekawe jaką masz refleksję, o ile oczywiście ją masz, ale nie dowiem się to jest pewne i w sumie nawet nie wiem już czy chcę.

Myślałam, że zagościsz w moim życiu, ale nie wyszło, z wielu pewnie powodów, ale myślałam, że byłeś szczery względem mnie od samego początku, ale coś mi mówi, że jednak tak nie było a już na pewno w chwili jak wyjechałeś i ślad po Tobie zaginął.

Nie wiem czy jesteś u siebie, czy tak jak mówiłeś wyjechałeś, ale bez względu na to wypadałoby chyba zwrócić nie swoje rzeczy, wiesz co mam na myśli. Ja nie pożyczam niczego na wieczne oddanie, a w szczególności rzeczy, które mają dla mnie jakąś tam wartość. Rozumiem, że coś tam mogło być Tobie przydatne w pracy, ale od sierpnia na pewno nie jest więc po co Ci to?

Mam nadzieję, że otrzymam to co jest u Ciebie….

         Planowałam zadzwonić, ale co miałabym powiedzieć? Że brakuje mi Twojego uśmiechu i tego jak siedziałeś w kuchni na blacie? To już nie ma znaczenia. Wyjechałeś, wymazałeś mnie z pamięci i już. Miałeś prawo, ale wypadało się chyba pożegnać?

 

Krowa która dużo ryczy mało mleka daje. Może to mało trafne porównanie, ale dużo mówiłeś, ale jak widać nie miało to odzwierciedlenia w rzeczywistości. Nie tyczy to się oczywiście tylko Ciebie, ale wielu ludzi których spotkałam i będę spotykać na swojej drodze.

 

         Po co ludzie mówią, że jak się rozstają to będą przyjaciółmi? To przecież mrzonki, pic na wodę; to tak jakby jutro ktoś mi się oświadczył, wygrałabym w totka albo katar zniknął po wypiciu czekolady.

Dlaczego rzuca się słowa na wiatr nie zdając sobie sprawy, czemu obiecuje się coś co z góry wiadomo, że nie będzie miało miejsca, po co daje się komuś nadzieję?

Żyjmy tak aby nie ranić innych, a jeżeli już tak się staje to przepraszajmy. Słowo przepraszam, byłam w błędzie, źle ciebie oceniłam nie powinny nikogo ranić, tylko świadczą o tym, że pomylilismy się, przecież to takie ludzkie.

 

        Jeśli masz coś zrobić to rób, nie owijaj w bawełnę i nie mydl nikomu oczy bo szczerość powinna być podstawą naszego życia.

Nie nawidzę sytuacji takich jakie miały ostatnio miejsce w pracy. Ma ktoś jakieś zastrzeżenia do mnie, ma o coś żal to niech przyjdzie do mnie i mi to powie, a nie opowiada innej osobie, która z kolei o całej sytuacji opowiada mi. Nie ma nic gorszego jak bycie między młotem a kowadłem. Dla mnie istotne są jasne sytuacje, czy jak chcę tak dużo?

 

Czemu ludzie siebie ranią? nie łatwiej byłoby być szczerym względem siebie? życie byłoby wóczas zdecydowanie łatwiejsze i przyjemniejsze.

 

        To tyle, z uśmiechem zacznę jutro kolejny dzień mimo, że cisza w pewnych sferach boli, ale musi.

Pitu pitu…

         Masakra; do czego to dochodzi, żeby człowiek marznął w domu albo siedział przy grzejniku. Koszmar, a zimy przecież jeszcze nie ma….

        Wpadłam w wir gotowania, ale przy moich zdolnościach małe ilości nie wychodzą i całe szczęście, że w pracy są fani mojego jedzenia. No to zabieram się do pałaszowania mufinek z jabłkami i cynamonem.

         Hm….może dzisiaj nastąpi próba zainteresowania się wymianą czujnika zmierzchowego, ale coś mi się zdaje, że nic z tego nie wyjdzie, a szkoda…

         Filozof Lao Tseu mawiał: „podróż licząca tysiąc kroków zaczyna się od zrobienia pierwszego kroku”. I właśnie dziś zrobiłam ten krok, jejuś cholernie źle mi z tym i nie napawa mnie to do radości.