Dlaczego ja? Bycie drugą…?

    To powinien być cudowny dzień, a nie był…w sumie był, ale przez bardzo krótką chwilę, chwilę ulotną jak bańka mydlana….
    
     Pewien Pan powiedział KOCHAM. Powie ktoś – ciesz się dziewczyno, skacz do góry i bądź szczęśliwa.

    Niestety….musi być jakieś ALE, którego się nijak nie przeskoczy.
Ten pan w chwili poznania nie powiedział że ma żonę, teraz ma też dziecko i ma miłość do mnie, którą ja mogę tylko szanować.

 
    Z mojej strony może liczyć na przyjaźń, ale życie jest życiem, żony nie zostawi a ja nie wiem czy tego bym chciała. Zdecydowanie wolę związać się z osobą, która jest WOLNA w pełni tego słowa znaczenia.

   Znam historie z życia wzięte i to nie te pisane przez kogoś, ale bliskie osoby, które dotknęły się z z zagadnieniem bycia drugą.

     Od dawna wiadomo, że mało mężczyzn umie i chce podjąć ostateczną decyzję czyli rozwód z żoną, zostawienie swojej kobiety i związanie się z tą drugą.
     W większości ta druga jest zawsze tą drugą i tak to wygląda. Przykre, ale prawdziwe. Mi rola drugiej nie odpowiada. Muszę grać pierwsze skrzypce.
Ja chcę być tą NAJ i już i nie chcę dzielić się moją połówką z drugą kobietą.

     Wszystko wygląda pięknie w teorii, ale gorzej jak zakochasz się, a potem usłyszysz – mam żonę. Boli, ale całe zło, które wyrządza nam druga osoba musi boleć, zresztą mało rzeczy nas nie boli…

        Telefon jednak zadzwonił. Musiałam to powiedzieć – nie odzywasz się 12 dni czyli kończysz znajomość. Odpowiedź, która była do przewidzenia – gdyby tak było to bym teraz nie dzwonił.

Niby tak… ale jakoś nie do końca. Oświadczyłam, że było mi przykro, że w święta nie wysłała chociaż smsa….Wszystko można wytłumaczyć, ale są sprawy, których się nie da…są tak oczywiste…


       Jedna łza, druga łza goni trzecią aż robi się kałuża, która przeradza się
w ocean złości, żalu i próby zrozumienia drugiej strony…
zasypiam z nadzieją na lepsze jutro….

cisza

          Telefon milczy….i chyba będzie milczeć…chociaż cuda mają miejsce.
10 dni absolutnej ciszy…zero życzeń świątecznych, boli jak cholera

W samochodzie było wiele czasu na rozmyślania, chyba już ostatnie dotyczącego tego tematu.

Coś czuję wewnętrznie, że nawet jak zadzwoni to usłyszę, że bardzo był zajęty, że nie miał możliwości zadzwonić, że komputer nie działał i tym podobne i słowo ale mimo to myślałem o tobie też nie padnie.

Wniosek – lepiej być samemu niż z osobą, która nie ma odwagi powiedzieć nie interesujesz mnie, jesteś siaka i nijaka, dzieli nas odległość, mamy inny poglądy na życie, nie mamy wspólnych pasji itp. Lepsza prawda niż milczenie !!!

      Szczerze mówiąc właśnie aby to usłyszeć zadzwoniłabym, ale to będzie narzucanie się, a tego nie chce….a może zgodnie z męskim tokiem rozumowania powinno olewać się faceta….nie dawać po sobie poznać, że mi na nim zależy?

Hm….skoro jednak nie pisze to jest dla mnie jednoznaczne….

Cóż…widać to nie ten, mimo, że gwiazdy na niebie wskazywały co innego…ślub, wesele to widać były tylko krótkie chwile spędzone razem, które najwidoczniej nic dla drugiej strony nie znaczyły a wydawać się mogło, że jest inaczej…

    Trudno…będzie boleć. Byłam gotowa na związek, ale jak widać nie było mi to pisane…ŻYCIE ktoś powie, owszem…ale co to za życie bez drugiej połówki?

   Nie żałuję, że poświęcałam Tobie czas, że wpuściłam do mojego serca, domu…
Mało kiedy mnie ktoś intryguje, a z Tobą tak było i dalej jest, ale czas brać się w garść…

Najgorsza jest ta cisza, kiedy nie wiem co myślisz, będąc tak daleko stąd.

Muszę się ogarnąć i poukładać uczuciowy bajzel…
   
Najgorsze te pytania zadawane sobie w głowie i brak odpowiedzi tylko mętlik.

       Pamiętasz jak byłam w szpitalu po zabiegu? Biegłam jak na skrzydłach? – pewnie już nie pamiętasz tamtych chwil.

       Nie umiem czekać….nie umiem czekać nie wiedząc czy jest na co….

     Dlaczego tak jest ?

Święta…

Święta to czas spędzania z najbliższymi, a ja najchętniej zapadłabym się pod ziemię.

GG milczy, maila brak, telefon nie dzwoni…

Uparta jestem, nie zrobię ruchu, zaparłam się w sobie i już i niech tak będzie, serce nie będzie mną kierować.
Niech myśli, że jest mi obojętny, czas się zająć jajkami faszerowanymi.

  

Nadzieja odchodzi….

Jutro minie tydzień od ostatniej naszej rozmowy….

     Fakt….miałam ciężkie dni, dużo pracy, padnięta wracałam do domu, ale miałam nadzieję, że chociaż smsa, chociaż jakieś słowo na GG…cisza, przeraźliwa cisza, która mnie zaczyna boleć…

Tak…CISZA może boleć…i chyba już zaczynam się do niej przyzwyczajać, aczkolwiek nie wiem czy nie oszukuję samej siebie…

Minął rok od poznania w cztery oczy….rok który upłynął w radości, ale zakończy się raczej klęską w formie milczenia, ciszy z mojej strony…bo po co mam pisać do kogoś kto ewidentnie mnie nie chce, ale chyba nie umie tego powiedzieć ?

     Oczywiste jest na pewno jedno:
 że nie był to rok stracony w sferze uczuć.
Okazało się, że można ufać facetowi, można z nim mieszkać, można zasypiać i budzić się każdego dnia i przede wszystkim czekać na kolejny taki dzień….

Że można znów tęsknić….tylko po co skoro jest jednostronne? Chwilami mówiłam sobie, że z jego strony również, skoro dzwoni to zależy….ale już się nad tym nie zastanawiam…

Już chyba nie czekam…nie chcę żebrać o kontakt, to nie ja…nie jestem tym typem…

Czas na zmiany? Nie….bo jakie zmiany? Jedyna jaka może mieć miejsce, to schowanie perfum, szczoteczki do zębów do szafki i tyle.

Pozostają wspomnienia, które wywołują uśmiech na twarzy….

Szkoda, że nie wyszło…, hm…tli się jeszcze ogarek…

tęsknić to to samo co czekać….

Tak się zastanawiam czy tęsknić to to samo co czekać…

Do niedawno wydawało mi się, że tak, ale powoli zmieniam zdanie….

          Tęsknie, ale tracę nadzieję, że tutaj przyjedziesz…Czekam na konkretne słowa z Twojej strony, ale one nie padają i powoli czekanie na nie kończy się….
Rozmawiamy, ale te rozmowy nie są w żaden sposób konkretne. Tak wiem….z pracy nie chcą Cię puścić, ale chwilami mam wrażenie, może mylne, że TY sam nie wiem co chcesz, że się czegoś obawiasz, ale wiedz…że ja również mogę mieć jakieś tam obawy, ale chciałabym stawić ich czoło razem z Tobą.

          Tęsknie i czekam aż powiesz „zależy mi na Tobie”, ale słowa takie nie padają, a ja nie umiem zapytać się o nie. Próbuje pytać się przez maila czy smsa, ale odpowiedzi nie ma.

Skoro dzwonisz,to chyba Tobie zależy…ale to wszystko są domysły, które do niczego nie prowadzą tylko pogrążają mnie w tęsknocie do Ciebie…

         Mimo tej całej sytuacji będę bo chcę – tęsknić i czekać…Mam nadzieję, że nadejdzie dzień, że usłyszę od Ciebie „mam zgodę na przeniesienie się”…ale podświadomość mówi mi, że to nigdy nie nastąpi.
No nic…ponoć wiara czyni cuda..

Czekam zatem na ten CUD.

  

kompromis w związku…

Przez kilka lat szłam na kompromis. Notoryczne spotkania z rodziną faceta – wspólne święta, imieniny, wyjazdy itp. Na dłuższą metę jest to męczące i cierpi na tym nasz stan ducha. Cóż, facet tego nie rozumiał, że ja się męczę na tego typu imprezach tym bardziej, że familia nie akceptowała mojej osoby (własnego zdania chociażby). Rodzina jest ważna, owszem, ale stawianie jest zawsze na pierwszym miejscu czasem jest chore.
Ja osobiście nie tkwiłabym w związku w którym tylko ja daję, a druga strona nic. Jeszcze gdyby ze strony faceta pojawiły się pewne roszczenia to przepraszam bardzo, ale szkoda byłoby mi zycia na bycie z kimś takim i prawdopodobnie znajomość dobiegłaby końca. Na pewno próbowałabym dowiedzieć się dlaczego partner tak się zachowuje (może trauma z dzieciństwa, z poprzedniego związku) i próbowałabym mu pomóc, ale gdyby nie było przejawów otrzymania tej pomocy to po jakimś czasie poddałabym się.

Jest też pewna grupa osób, która nie potrafi odwzajemniać swoich uczuć, która ma wewnętrzną blokadę i wówczas powinniśmy jakoś temu zaradzić oczywiście jeśli osoba X będzie tego chciała.

Przede wszystkim za nim zaczniemy zmieniać kogoś spójrzymy na siebie z boku i podejmimy walkę ze sobą jeśli coś jest nie tak. Może być przecież, że to my robimy coś nie tak, a nie partner, którego np. obwiniamy o nasze niepowodzenia.

Każdą znajomość jest ciężko zakończyć, zwłaszcza taką gdzie pojawiła się miłość. Jest jednak pewne ALE. Wszystko zależy od etapu naszego życia w którym się znajdujemy. Inaczej jest jak mamy lat 18. Wóczas często wydaje nam się, że się zakochaliśmy, ale z perpektywy czasu wiemy, że było to tylko zauroczenie. Inaczej jest jak jesteśmy dojrzali i poszukujemy miłości, nie takiej na kilka miesięcy, ale na dłużej, na zawsze…inaczej spostrzegamy miłość, bycie z kimś. Z wiekiem jesteśmy dojrzalści, bardziej może odważni i często nie boimy się sprostać naszym demonom, które w nas siedzą.