higiena męska..

HIGIENA MĘSKA

Otóż pewien pan jechał z bukietem tulipanów pewnie do żony (miał obrączkę). Niby wszystko ok. Płaszcz, kapelusz, aktówka. Niestety buty umorusane, dawno nie widziały pasty do butów, paznokcie -jakby pan grzebał w ziemi w poszukiwaniu krokusów. W autobusie gorąco, więc pan rozchylił płaszcz i i nagle czuje zapach potu. Tak, o tej porze…pewnie przepocone ciuchy, które dawno nie widziały pralki, płaszcz czy marynarka noszona każdego dnia czasem powinna zawitać do pralni. Jakoś tak niby wszystko ok było w tym facecie, ale jednocześnie z eleganckiego człowieka zrobił się mało zachęcający. Opowiedziałam historię koleżanką w pracy i usłyszałam, że ich mężowi nie lubią spędzać dużo czasu w łazience, że nie jest im obce założenie tych samych skarpetek następnego dnia nie wspominając o innych częściach garderoby.
Opadły mi ręce. Nie wiem jak można być z kimś kto nie dba o siebie czyż nie panowie? Nie sądzę abyście chcieli aby wasza wybranka chodziła z brudnymi włosami, obgryzionymi paznokciami.
OD dawna wiadomo, że wnętrze jest najważniejsze, ale zadbany wygląd to podstawa.

 
 Fakt, niektórym facetom ciężko przychodzi mówić o uczuciach, czasem może muszą oswoić się z myślą, że na kimś im zależy itd.; nie ma nic gorszego niż naciskanie na faceta, oczekiwanie na jego deklaracje, to wg. mnie może zaszkodzi i w niczym nie pomóc. Cierpliwość – aczkolwiek czasem ciężko być cierpliwą jak ktoś np. długo milczy i nie daje znaków życia.
 

plotki….

Chwilami mam wrażenie, że jakiś zły człowiek – o imieniu Los rzuca mi ustawicznie kłody pod nogi….

Same minusy:
-w pracy chora atmosfera co nie sprzyja chęci chodzenia do niej. Co ludzi obchodzi moje życie, to czym mam mieszkanie w kredycie, gdzie jest mój mąż, czy go mam, dlaczego mieszkałam w kilku miejscach, dlaczego tamto i siamto. Najśmieszniejsze jest to, że nikt nie pyta się mnie bezpośrednio tylko robi podchody w stronę koleżanki, która nie puszcza pary i się nie odzywa.
Wychodzę z założenia – chcesz coś wiedzieć to się zapytaj, a nie plotkuj, ale taka domena większości kobiet, dla mnie jakoś ciągle nie akceptowalna….

Czasem śmiech mnie ogarnia jak sobie przypomnę pewne sytuacje. Dzwoni koleżanka i mówię, że nie mogę zbyt długo rozmawiać bo jestem w szpitalu po czym następnego dnia dowiaduję się, że byłam hospitalizowana i że moje złe samopoczucie tj. bóle mięśni, wymioty, zawroty głowy spowodowane są ciążą lub jak to jedna osoba powiedziała masz pewnie boleriozę.

Śmiech na sali. Głupota ludzka nie ma granic.

- auto kaprysi, ale mam nadzieję, że to chwilowe,

- brak konkretnych informacji odnośnie osoby na której mi zależy,

- problemy z dzieckiem przyjaciółki (na to nie mam wpływu, ale nie sprawa, że uśmiech pojawia się na twarzy),

- kolejny minus chroniczne zmęczenie, ale minie ona lada chwila, bo pewnie dyrektora nie raczy przedłużyć ze mną umowy.

Chwilowo do bani….bywa, nikt nie powiedział, że zawsze będzie euforia, ale pojawi się jak zadzwoni ON ;)

spojrzenie na miłość…

Wydaje mi się, że jeśli kochamy to jesteśmy ze sobą na dobre i na złe. Przeciwności losu pokonujemy wspólnie a nie w pojedynkę co nie oznacza, że niczym bliźniacy wszystko robimy razem 24 godziny na dobę.
Jak kocham to daję całą siebie bez zastanawiania się czy mi się to opłaca, nie robię kalkulacji.
Kocham to kocham, jestem i chcę być nie tylko w chwilach kiedy jest wesoło. Przeszkody wspólnie pokonywane jednoczą, cementują znajomość i na tym ma polegać związek.

Będąc w związku nie możemy się ograniczać, stawiać sobie granic, mówić to może robić a to nie.

Rozmową można wiele zdziałać, ale często panowie nie chcą mówić, uciekają od poruszania ważnych spraw a to do niczego nie prowadzi.

Nie ma gorszego dla związku niż rutyna, ona zabije wszystko, dlatego panowie i panie róbcie wszystko aby ona nie wkradła się w nasze życie. Wspólne gotowanie, malowanie ściany może tylko pogłębić wasze uczucie i wówczas nie będą wam chodzić po głowie pomysł skoku w bok.
Kobieta komplementowana czuję się adorowana przez swojgo mężczyznę i nie szuka przygody na boku, nie rozgląda się za innym, bo wie, że ma wsparcie w swoim partnerze, czuje się kochana i doceniana.

Nie ma nic cudownego jak otrzymać drobiazg od swojego mężczyzny ot tak bez okazji i nie musi to być kolia ze złota, wystarczy ptasie mleczko czy bukiet polnych kwiatów, my to lubimy ,ale Wy panowie chyba o tym często zapominacie. Kolacja przy świecach przygotowana przez męża/chłopaka – coś cudownego. W drugą stronę to również powinno działać.Bycie zaskakiwanym przynosi same dobre rezultaty.

Mamy cieszyć się sobą, drobiazgami, chociażby czekaniem na dzwonek domofonu, który oznacz ‚idzie moja połówka”. Ja lubię obdarowywać bliskie mi osoby. Sprawia mi to wiele radości.

Brzmi to jak sielanka?

Dla mnie nie; miłość uskrzydla i powinniśmy trwać w takim stanie zawsze nawet w gorszych chwilach. Dla miłości nie ma słowa NIE. Ja za ukochaną osobą gotowa byłabym zmienić miejsce zamieszkania, oczywiście pod warunkiem, że druga strona również tego by chciała. Rozmowy, wspólne kompromisy to tylko sprawia, że związek może być stabilny.

Zdrada? Hm…boli i na dobre zadomawia się w naszym mózgu, ale przy wsparciu można o niej zapomnieć, ale tylko w pewnym stopniu. Jestem zdania, że każda osoba zasługuje na drugą szansę i należy ją dać.

Zdrady nie będzie jeśli pojawi się zaufanie, poczucie więzi, bliskości. Jesteśmy kowalami swojego losu i róbmy wszystko aby życie upłynęło w miłości i w poczuciu, że jesteśmy komuś potrzebni.

Hm….ja nie wracam myślami do swojej miłości mimo, że trwała ona przeszło 6 lat. Gdyby sprawy nie potoczyły się złym torem to w tym roku minęło by 10 lat znajomości.
Nie rozpamiętuję tego co było, bo wiem, że to nie wróci. Facet ma nowe życie w którym dla mnie nie ma miejsca i oczywiste jest, że nigdy do siebie nie wrócimy. Czy szkoda? Teraz patrzę na to z innej perspektywy. Otrząsnęłam się z tego co było u od dawna żyję swoim zyciem bez rozpamiętywania, analizowania, rozdrapywania.
Pewnie jakbym go zobaczyła serce zabiłoby mi szybciej….
Szczęście składa się z drobnostek, skradzionego pocałunku, niespodziewanego przytulenia, powiedzenia „dobrze, że jesteś…”.

 
Dla mnie facet co nie ma swojego zdania, jest pierdołą to nie facet. Nie mówię, że ma każdego dnia latać z odkurzaczem, robić obiady, ale jeśli sprawia mu to przyjemność to dlaczego nie? Przecież naszym celem – byciem w szczęśliwym związku jest uzupełnianie się.
Nie widzę problemu, że dzisiaj ja robię obiad a mój luby jutro (pod warunkiem, że umie gotować, woli jasności i sprawia mu to frajdę). Ja nie mam problemu z obsługą wiertarki, wymianą żarówki czy uzupełnieniem silikonu na wannie, ale wolę jak zrobi to facet. Przypuszczam, że pantoflarzowi trzeba wszystko pokazać palcem albo robić za niego (nie byłam z kimś takim więc nie wiem).
bycie z facetem ma być przyjemnością a nie męką, nie proszeniem się o zrobienie czegoś tam. A panowie chyba często jak czegoś nie usłyszą, że mają zrobić to sami na to nie wpadną (np. wyrzucić śmieci ).
To są pierdoły, ale warto chyba na samym początku bycia ze sobą ustalić pewne zasady co by w przyszłości nie było nieporozumień i kłótni o głupoty np. o nie zamkniętą muszlę w WC. Wiem, że można Was tego nauczyć, wystarczy nie marudzić za każdym razem, tylko robić to samej, w końcu mężczyzna załapie, a że może minąc wiele czasu to trudno. Śmieszą mnie czasem opowieści o kłótnie źle wyciśniętej tubki z pastą na zęby itp.
UZUPEŁNIANIE SIĘ to jest sukces na dobry związek. ROZMOWA. Czasem jak jesteśmy padnięci wystarczy przytulenie i już jest ok.
Ja nie oczekuję od faceta, że każdego dnia będzie robił mi niespodzianki, obsypywał kwiatami i zabierał na Dominikanę, przede wszystkim OCZEKUJĘ TEGO ABY BYŁ i wspierał w złych momentach, których nie brakuje w naszym zyciu.
Facet ma być sterem i okrętem? NIE. ON + JA = tak ,współpraca w związku to podstawa.
 
Według mnie obie strony powinny się starać, a nie tylko kobieta. Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że starający się facet nie jest atrakcyjny. Gdzie traci na atrakcyjności?
Starajac się okazuje nam, że nas szanuje, zależy….tak samo my.
Jeśli będzie starać się tylko kobieta to facet będzie mówić, że mu się narzucam, chcę go osaczyć, zamknąć w czterech ścianach, zabrać wolność….Jednemu będzie się to podobać, drugi będzie się czuć zagrożony, że kobieta chce nim kierować. Nie tędy droga. Każdy z nas ma być sobą.
Jeśli pragniemy ze sobą być to okazujemy to sobie poprzez spotykanie się, dzwonienie, przytulanie…jednym słowem wspólne spędzanie czasu. Każde ze stron ma zabiegać o drugą osobę, okazywać jej swoje zaintersowanie ,sprawiać niespodzianki. Nie ma nic fajnego jak być obudzoną przez dzwoniący telefon od bliskiej osoby. Niby nic ktoś powie, ale właśnie takie drobnostki sprawiają, że czujemy się lepiej, że komuś na nas zależy.
 
. Mój eks nigdy nie zrobił mi kawy czy herbaty w weekend do łóżka (bo np. nie wpadł na tem pomysł, bo ja np. nie powiedziałam, że sprawiłoby mi to przyjemność). Obecnie przyjaciel sam mi kawę podaje bez pytania i sprawia mi to przyjemność. Z wiekiem zmieniamy się, inaczej postrzegamy pewne sprawy, odkrywamy się przez bycie ze sobą, razem spędzając czad uczymy się siebie. Niestety bez rozmowy, mówienia o swoich potrzebach daleko się nie zajdzie. Jeśli lubię być przytulana w miejscu publicznym, a partner tego nie robi to przecież nie będzie grzechem powiedzieć jemu o tym. Może nie robi tego bo nie czuje takiej potrzeby lub woli przytulać swoją wybrankę w domu niż na oczach innych osób. Jednak bez zapytania się nie dowiemy się jak jest w rzeczywistości.

Starać się to to powinien facet i kobieta i to nie tylko na początku znajomości, ale przez cały związek.

Na siłę nie będę zabiegać o względy faceta, narzucać się też nie mam zamiaru, ale wolę jasną sytuację i np. usłyszeć, słuchaj Mała, nie nadajemy na tych samych falach, dzieli nas odległość, myślałem, że jesteś inna itp. ale to już koniec naszej znajomości. Wolę coś takiego, bo wówczas wiem na czym stoję…

Lubię jak facet z którym spotykam się dzwoni do mnie, rano wyśle SMSa, życząc miłego dnia itp. Oczywiście ja robię to samo.

Tak jak pisałam wcześniej (Nie ma nic cudownego jak otrzymać drobiazg od swojego mężczyzny ot tak bez okazji i nie musi to być kolia ze złota, wystarczy ptasie mleczko czy bukiet polnych kwiatów, my to lubimy ,ale Wy panowie chyba o tym często zapominacie. Kolacja przy świecach przygotowana przez męża/chłopaka – coś cudownego. W drugą stronę to również powinno działać.Bycie zaskakiwanym przynosi same dobre rezultaty.)
Co nam da udawanie kogoś kim nie jesteśmy, granie? bycie sztucznym? To jest może i dobre jak ma się 20 lat, aczkolwiek moje zdanie jest odmienne,bo ZAWSZE POWINNISMY BYĆ SOBĄ. NIe widzę potrzeby kreować się na osobę, którą w rzeczywistości nie jestem; nie będę udawać, że znam się na budowie nagrzewnicy, ale wiem jak wyglądam kołem rozporowy. Nie będę udawać przed faceteme kogoś kim nie jestem, bo przecież szydło z worka wyjdzie wcześniej czy później i co to nam da? Rozgoryczenie, złość, że partner nas np. zostawił, ale przecież zrobił to na nasze własne życzenie.

Nie będę udawać super laski jak nią nie jestem….co mi to da? chwilowe dobre samopoczucie? Nie, dziękuję.
Mamy zachowywać się normalnie, być sobą a wówczas druga strona nas będzie akceptować. Każdy ma wady i zalety, ale powinniśmy je próbować akceptować, aczkolwiek nie zawsze się da, ale trzeba się starać ponad siły aby związek mógł trwać.

Wspomniałam o wadach na początku. Przyznam wam się szczerze, że zawsze twierdziłam, że nie mogłabym być z kimś kto pali papierosy, bo przecież nie będę całować się z popielniczką. Rzeczywistość okazała się jednak inna. Poznałam mężczyznę, który pali. Mogłam zrezygnować ze znajomości, zasugerować rzucenie palenia, ale nie zrobiłam nic z tych rzeczy. Zaakceptowałam ten fakt i już. Nie walczę z nałogiem przyjaciela, w jakimś stopniu mi może jego palenie przeszkadza, ale nie robię z tego dramatu.

Nadal twierdzę, że bez kompromisu w związku i nie tylko nie da się żyć, Trzeba godzić się na pewne ustępstwa nawet jak jest to sprzeczne z naszymi poglądami, z naszym wnętrzem. Ja się na wiele rzeczy nie godzę, np. na nie przestrzeganie regulaminu w placówce, na łamanie KP przez pracodawcę i walczę z tym co może nie wychodzi mi na dobre. Wiem, że nie zbawię świata, ale razem z innymi mogę złu zaradzić, tylko, że większość ludzi wychodzi z założenia po co to robić. Trochę odbiegam chyba od tematu.

Wracając do kompropmisu. Przez kilka lat szłam na kompromis. Notoryczne spotkania z rodziną faceta – wspólne święta, imieniny, wyjazdy itp. Na dłuższą metę jest to męczące i cierpi na tym nasz stan ducha. Cóż, facet tego nie rozumiał, że ja się męczę na tego typu imprezach tym bardziej, że familia nie akceptowała mojej osoby (własnego zdania chociażby). Rodzina jest ważna, owszem, ale stawianie jest zawsze na pierwszym miejscu czasem jest chore.
Ja osobiście nie tkwiłabym w związku w którym tylko ja daję, a druga strona nic. Jeszcze gdyby ze strony faceta pojawiły się pewne roszczenia to przepraszam bardzo, ale szkoda byłoby mi zycia na bycie z kimś takim i prawdopodobnie znajomość dobiegłaby końca. Na pewno próbowałabym dowiedzieć się dlaczego partner tak się zachowuje (może trauma z dzieciństwa, z poprzedniego związku) i próbowałabym mu pomóc, ale gdyby nie było przejawów otrzymania tej pomocy to po jakimś czasie poddałabym się.

Jest też pewna grupa osób, która nie potrafi odwzajemniać swoich uczuć, która ma wewnętrzną blokadę i wówczas powinniśmy jakoś temu zaradzić oczywiście jeśli osoba X będzie tego chciała.

Przede wszystkim za nim zaczniemy zmieniać kogoś spójrzymy na siebie z boku i podejmimy walkę ze sobą jeśli coś jest nie tak. Może być przecież, że to my robimy coś nie tak, a nie partner, którego np. obwiniamy o nasze niepowodzenia.

Każdą znajomość jest ciężko zakończyć, zwłaszcza taką gdzie pojawiła się miłość. Jest jednak pewne ALE. Wszystko zależy od etapu naszego życia w którym się znajdujemy. Inaczej jest jak mamy lat 18. Wóczas często wydaje nam się, że się zakochaliśmy, ale z perpektywy czasu wiemy, że było to tylko zauroczenie. Inaczej jest jak jesteśmy dojrzali i poszukujemy miłości, nie takiej na kilka miesięcy, ale na dłużej, na zawsze…inaczej spostrzegamy miłość, bycie z kimś. Z wiekiem jesteśmy dojrzalści, bardziej może odważni i często nie boimy się sprostać naszym demonom, które w nas siedzą.

 
 
Życie jest zbyt krótkie aby spędzać je samotnie.

 

Nie lubię nikim manipulować i jeśli to robię to jest to nieświadome. W pełni akceptuję swoją osobowość. Wiadomo, każdy ma swoje lepsze i gorsze dni, ale raczej sposobu mojego rozumowania na niektóre sprawy bym nie zmieniła. Życie nauczyło mnie wiele….ale nie mnie oceniać to jaką jestem osobą.

Nie jestem pierdołą, która boi się swojego cienia; jestem zaradna i może tego boją się faceci, może to ich odstrasza, ale ja tego w sobie nie zmienię, to jest część mnie i powinno się to spróbować zaakceptować.

Pewność siebie – gdybym jej nie miała to przypuszczam, że z domu nosa bym nie wystawiła, nie pracowałabym tam gdzie pracowałam i nie realizowałabym swoich planów.

Jeśli jestem w związku i kocham to daję całą siebie, ale nie oznacza to, że zatracam się na tyle, że nie widzę nic więcej poza facetem; tak nie jest i nigdy nie będzie.
Bycie z kimś nie jest moim jedynym celem, wychodzę z założenia nic na siłę, bo na siłę to można gwoździe w ścianę wbijać aczkolwiek z różnym skutkiem.

Gdybym nie miała empatii to nie zajmowałabym się problemami dzieci np. z Pragi. Czasami mam jej za dużo jak to mówią osoby, które miały przyjemność ze mną pracować.

Napisałeś się jestem olewana bo jestem za miła, a prawda jest taka, że nie masz pojęcia jaka jestem. Co lubię, co cenię sobie u innych itd.

Co do atrakcyjności – czuję się normalna, nie brzydka – ale to nie mnie oceniać, nie mam problemów z akceptacją siebie…wygląd dzisiaj się ma jutro nie….to co mamy w środku dla mnie jest bardziej istotne. Nie patrzę w lustro i nie zastanawiam się – wow ekstra dziś wyglądasz, nie przeglądam się w witrynach sklepowych ani w lusterku w samochodzie , lubię siebie taką jaką jestem, ze swoimi wadami i zaletami, za dużym tyłkiem, ale fajnym czymś innym….

Co komuś da piękna laska przy boku, która po zmyciu makijażu już nie jest taka pociągająca i kusząca?